sobota, 9 listopada 2013

Chapter 6.

Obudziły mnie promienie słońca przedzierające się przez zasłoniętą, drewnianą roletę.
Chwila, moment... Zasłoniętą?
Leniwie rozchyliłam powieki i powoli podniosłam się do pozycji siedzącej. Byłam u siebie, to fakt, ale dam sobie głowę uciąć, że nie zasłaniałam okien i zasypiałam przy zapalonym świetle.
Do mojego nosa dotarł cudowny zapach tostów, który niemalże od razu postawił mnie na proste nogi.
Poczułam na ramionach chłód, więc zanim opuściłam sypialnię, założyłam jeszcze swoją białą, sportową bluzę, w której codziennie rano biegam.
Która jest w ogóle godzina?
5:30 am
O... Idealna pora.
Ruszyłam niepewnym krokiem do kuchni, skąd dobiegały odgłosy stawianych na stole naczyń.
Wchodząc do jadalni, o mały włos się nie przewróciłam.
Ten Harry Styles przygotowuje dla nas śniadanie. I w dodatku jest ubrany tylko w swoje szare dresy, natomiast koszulka spoczywa sobie spokojnie na jednym z krzeseł.
Święty Jezu...
Szybko otrząsnęłam się z transu, w który nieświadomie popadłam i zdecydowanym krokiem wkroczyłam do pomieszczenia.
Dlaczego on na mnie tak działa? Dlaczego musi być tak onieśmielający? No błagam was! W ogóle, czy to legalne aby tak się zachwycać osobą, z którą łączą cię stosunki tylko i wyłącznie zawodowe? Chyba raczej nie...
- Hej. - Rzuciłam szybko, czym przykułam jego uwagę. Przywitał mnie ciepłym uśmiechem
- Jak się spało? - zapytał, jednocześnie stawiając na stole sok pomarańczowy
- Dobrze, ale krótko...
- Cóż... Nie powinnaś ze mną rozmawiać po nocach. Wtedy byłabyś zapewne wyspana. - Zaśmiał się, na co ja tylko wywróciłam oczami
- A może tak skrócić czas zajęć w waszej szkole? Nie powiem, że nie są męczące i w dodatku trwają całą wieczność...
- Przesadzasz.
- Tak? W takim razie chodź w szpilkach 24 godziny na dobę, to pogadamy inaczej...
- Przemyślę to, ale gruszek na wierzbie nie obiecuję.
- Przynajmniej bierzesz pod wzgląd jakiekolwiek propozycje zmian. - Uśmiechnęłam się, następnie się przeciągając. Nie trwało to jednak długo, gdyż Harry zaczął mnie delikatnie smyrać po odsłoniętym brzuchu, co wywołało u mnie niespodziewany przypływ łaskotek.
- Masz łaskotki! - oznajmił jakby to było jego największe w świecie odkrycie
- Och, na serio?
Zaczęłam się powoli wycofywać, gdy zauważyłam w jego oczach niebezpieczny błysk, który zapewne był wynikiem jego niecnych zamiarów, które miał wobec mnie.
Na jego usta wkradł się zadziorny uśmieszek, na którego widok się zatrzymałam i spojrzałam na niego pytająco.
Jak na zawołanie zerwaliśmy się ze swoich miejsc w tym samym momencie.
Pobiegłam do sypialni, gdzie zaczęłam się nerwowo rozglądać w poszukiwaniu drogi ucieczki.
Łazienka.
W trybie natychmiastowym pobiegłam do wcześniej wybranego pomieszczenia. Niestety ten wybór nie należał do najlepszych w moim życiu.
Stanęłam na środku pomieszczenia i zaczęłam się nerwowo wpatrywać w drzwi, które wcześniej zamknęłam. Pech ciał, że nie na klucz.
- Więc... - zaczął, jednocześnie powoli do mnie podchodząc. Z każdym jego krokiem ja cofałam się do tyłu aż do oporu. - Dalej już nie uciekniesz. Nie ma szans. - Zaśmiał się, gdy zauważył, że próbuję cofnąć się jeszcze dalej
- Prób wyważania ścian nigdy za wiele, prawda. - Uśmiechnęłam się nerwowo, na co on tylko pokręcił głową z dezaprobatą. Następnie szybko do mnie doskoczył i zaczął łaskotać gdzie popadnie.
Mój śmiech wypełnił całą łazienkę, na którego dźwięk Harry także zaczął się śmiać. Z ledwością łapałam oddechy, których z czasem zaczynało mi zdecydowanie brakować. Widząc to, chłopak zaprzestał swoich małych tortur.
Obydwoje poczuliśmy swąd palących się tostów.
Brunet gwałtownie podniósł się z podłogi i sprintem pobiegł do kuchni.
Ja tylko zaśmiałam się na jego reakcję. Wstałam z chłodnej posadzki i stanęłam przed dużym lustrem. Związałam włosy w niechlujnego koka na czubku głowy. Następnie zabrałam się za szorowanie zębów. Umyłam jeszcze ręce i twarz, w które następnie wtarłam odrobinę kremu nawilżającego.
Spojrzałam na swoje odbicie jeszcze raz. Uśmiechnęłam się do siebie. O dziwo wyglądałam całkiem dobrze. Oczywiście jak na poranne wstawanie.
Przeszłam do jadalni, gdzie już czekało na mnie gotowe śniadanie. Uśmiechnęłam się pod nosem na widok Harry’ego krzątającego się w mojej kuchni.
A gdyby mieć taki widok codziennie?
Nie, Mel, stop! Ogarnij myśli...
Potrząsnęłam głową, jednocześnie odganiając od siebie wszelkie myśli związane z chłopakiem stojącym przed moją kuchenką.
- O czym myślisz? - zapytał, ni stąd ni zowąd znajdując się tuż przede mną. Instynktownie od niego odskoczyłam, na co posłał mi zdziwione spojrzenie
- O niczym.
- Nie można myśleć o niczym. - Zaśmiał się - Ale zmuszał cię do zwierzeń nie będę. Siadaj.
Obydwoje przeszliśmy do stołu przy którym następnie usiedliśmy.
Spojrzałam na swój talerz z dwoma tostami i jajecznicą.
- Nie bój się, nie jest trujące.
- Nawet o tym nie pomyślałam. - Oznajmiłam, marszcząc przy tym brwi
- W takim razie o czym.
- Już powiedziałam, o niczym, panie Styles.
- Zgadza się, pani Grey, ale sądziłem, że jednak zmieni pani zdanie.
- Zawsze pan uwodzi swoje pracownice w ten sposób?
- Robiąc im śniadanie?
- Między innymi...
- Między innymi? - zapytał rozbawiony - Co masz na myśli?
- Te wszystkie gesty, słowa...
- Komplementami sypałem z rękawa od zawsze. Co do gestów... Większość zapewne nadal wykorzystuję. A jeśli chodzi o śniadania... Jesteś pierwszą kobietą w całym moim życiu, która je coś ugotowanego przeze mnie.
- A Maya?
- Nigdy...
- Mama, siostra?
- Tak samo... Zazwyczaj to one gotowały. Uważały, że mogę spalić kuchnię...
- No i się nie myliły. - Zaśmiałam się, na co w moim kierunku poleciał jeden z jego tostów - Nawet nie wiesz jak bardzo się ciesze, że dbasz o moje odżywianie. - Skomentowałam - Jednakże trzeci tost chyba już nie znajdzie miejsca w moim żołądku.
- Oddawaj. Jest mój.
Uśmiechnęłam się pod nosem, jednocześnie podając mu opieczony chleb. Gdy tylko go otrzymał od razu zanurzył w nim swoje idealnie białe i proste zęby.
Przez chwilę mu się przyglądałam. Wyglądał jak małe dziecko. Po raz kolejny. Uwielbiałam widzieć go w takim stanie. Cieszył się z byle czego.
- Co? - zapytał z pełnymi ustami, na co wybuchłam niepohamowanym śmiechem
- Wyglądasz jak Brian w każdą sobotę. - Oznajmiłam z wielkim uśmiechem na ustach
- Oh... Fajnie.
- Nie mów z pełną buzią, bo się udusisz.
- Dobrze mamo. - Westchnął, wywracając teatralnie oczami - Denerwujesz się?
- Nie bardzo. Sama się sobie dziwię...
- Nie stresuj się, bo to zupełnie niepotrzebne.
- Mów za siebie. Dobra... Sprężaj się, bo trzeba iść biegać.
- Nie, nie... Ja nigdzie nie idę. Daj człowiekowi zjeść w spokoju chociaż śniadanie.
- W takim razie smacznego. - Oznajmiłam, po czym wstałam i skierowałam się do swojego pokoju
- Ej, nie zrobisz mi tego...
- Przykro mi. Praca modelki wymaga wyrzeczeń!
- No kto by pomyślał. - Burknął, czym wywołał u mnie cichy chichot
Przebrałam się w swój strój do biegania i gotowa ruszyłam do wyjścia przy którym czekał na mnie Harry.
- A ty co?
- Idę z tobą. Przecież nie puszczę cię samej. - Westchnął jakby to było oczywiste
- Nie musisz. Przecież codziennie biegam sama.
- No nie zupełnie. - Zaśmiał się uwodzicielsko, poruszając przy tym brwiami
- Nie będę wnikać.
- Oj nie wnikaj, nie wnikaj.
Wyszliśmy z mieszkania, następnie kierując się do windy, przy której stał wysoki szatyn o szarych lśniących oczach, w których tańczyły radosne iskierki. Gdy nas zobaczył wyciągnął z jednego ucha słuchawkę i uśmiechnął się ciepło. Zlustrowałam go od góry do dołu. Na moje oko też szedł biegać.
- Cześć. Jesteś Melanie Grey, prawda? Jestem Colin Moore. Mieszkam naprzeciwko. - Przedstawił się, podając mi rękę, którą bez zawahania uścisnęłam
- Hej. Miło cię poznać. Widzę, że też chodzisz biegać. Codziennie o szóstej?
- Tak. O ósmej zaczynam pracę... Często cię widuję rano w parku. Też biegasz...
- Jak widać. - Zaśmiałam się nieco onieśmielona. Mogę się założyć, że aktualnie płonęłam żywym rumieńcem
- Jeśli chcesz możemy biegać razem. Oczywiście jeśli tylko chcesz... Znaczy...
- Z przyjemnością. - Przerwałam jego rozterki, na co on posłał mi szeroki uśmiech
Poczułam czyjąś rękę owijającą się w mojej talii.
Cholera, Harry...
- Emm.. A twój chłopak to? - zapytał wyraźnie zmieszany całą sytuacją
- On? A, to nie jest mój chłopak. To... Mój szef? - oznajmiłam niepewnie - No w każdym razie na pewno nie chłopak.
- Harry Styles. - Przedstawił się, wyciągając rękę w kierunku mojego sąsiada. Na jego słowa oczy Colin’a niemalże wyskoczyły z orbit
- T-ten Harry Styles?
- Zależy o którym mówisz. - Zaśmiał się
- No ba! Jasne, że to ty... Kurczę, Megan nie uwierzy...
- Megan? - dopytał z zainteresowaniem.
Co go do cholery obchodzi jakaś Megan?!
- Megan to moja... Emm... Znaczy się teraz już nasza... Sąsiadka... - oznajmił, znacząco się rumieniąc. Zaśmiałam się na ten widok, co spotkało się z pytającym spojrzeniem obydwóch chłopaków
- Sąsiadka powiadasz...
- Oj, przestań... To nie tak... - próbował się tłumaczyć - Z resztą, kogo ja oszukuję...
Usłyszeliśmy trzask drzwi. Chwilę później koło Colin’a stała już wysoka, niebieskooka, prześliczna blondynka
- Cześć Colin. O hej! Ty musisz być Mel. Jestem Megan. Mam nadzieję, że szybko się zaprzyjaźnimy. - Przywitała mnie ciepłym uśmiechem. Następnie jej wzrok powędrował na stojącego koło mnie bruneta. Jej szczęka niemalże opadła do samej ziemi - O mój Boże! Boziu, Boziuniuuuu! Colin, kocham cię! - krzyknęła nie spuszczając z Harry’ego wzroku. Zauważyłam, że on też przyglądał się jej uważnie z nieodgadnionym błyskiem w oczach, które momentalnie pociemniały - Jak go tu sprowadziłeś?!
- No wiesz, tak w zasadzie to...
- Nie ważne! - krzyknęła, następnie odpychając mnie od chłopaka - Cześć, jestem Megan. Uwielbiam cię od czternastego roku życia. Nie wierzę, że przez tyle lat mieszkaliśmy naprzeciwko i nigdy się nie widzieliśmy!
- No wiesz... Jestem trochę zajęty. Dużo pracuję.
- No pewnie, że tak!
Spojrzeliśmy na siebie z Colin’em posępnie, tym samym oddalając się od nich, dając im wolną rękę.
- Więc, skąd jesteś? - zaczął
- Anglia. Tak konkretnie to z Holmes Chapel. A ty? Nie masz amerykańskiego akcentu...
- Też jestem Anglikiem. Przyjechałem z Hastings do Nowego Jorku na studia.
- Mmm... Hastings... Cudowne miasto. I to w dodatku na wybrzeżu.
- Oj tak... Strasznie tęsknię za domem. No ale jeszcze tylko kilka lat. - Uśmiechnął się pocieszająco
- A co studiujesz?
- Prawo...
- Też chciałam być prawnikiem. - Zaśmiałam, na co chłopak mi zawtórował
- Colin... Dobrze się bawisz? - usłyszeliśmy głos wściekłej blondynki, która wpatrywała się w nas z zazdrością - Winda już przyjechała.
- Jasne. Już idziemy. - Oznajmił z szerokim uśmiechem, po czym pociągnął mnie za rękę i wprowadził jako pierwszą do dźwigu.
- No to w takim razie do zobaczenia. Wpadnę po ciebie jutro. - Oznajmił, po czym pobiegł razem z Megan w przeciwnym kierunku
- Randka się szykuje? - zapytał bez uczuciowo, tępo wpatrując się przed siebie
- Ktoś musi go wspierać gdy dziewczyna, którą kocha nad życie flirtuje z chłopakiem, który bardzo dobrze wie co ten drugi do niej czuje.
Rozwinęłam słuchawki, które następnie podpięłam do swojego telefonu. Następnie jedną z nich wsadziłam do ucha. Włączyłam cicho byle jaką piosenkę i zaczęłam biec truchtem w ogóle nie zwracając uwagi na biegnącego koło mnie Harry’ego.
- Ach tak... Czyli uważasz, że owijanie sobie faceta wokół palca, który i tak nic do ciebie nie czuje jest w porządku?
- My tylko rozmawialiśmy... - rzuciłam z wyrzutem
- No wiesz... Wyglądało to inaczej...
- Przynajmniej lepiej niż rozbieranie zupełnie nieznajomej laski wzrokiem! - wykrzyczałam mu prosto w twarz. Był zaskoczony. Nie spodziewał się tego po mnie. Przymknęłam powieki i ponownie ruszyłam przed siebie
- A może ty po prostu jesteś zazdrosna? - zaczął, jednocześnie mnie doganiając
- Sądzisz, że kiedykolwiek chciałabym się znaleźć na jej miejscu i zapewne po jakimś czasie w twoim łóżku? Nie, dziękuję, nie pociąga mnie pan.
- Odnoszę inne wrażenie.
- Czego ty jeszcze ode mnie chcesz, co? - zapytałam, ponownie się zatrzymując - Doceniam to, że się o mnie troszczysz. Jest mi z tego powodu na prawdę miło, ale do cholery! Jesteś moim szefem, który wparowywuje nad ranem do mieszkania swojej podopiecznej i robi jej śniadanie. To na prawdę miłe, ale z pewnością nienormalne. Z tego co mówiłeś, nigdy nie zachowywałeś się tak w stosunku do żadnej innej modelki, nawet do swojej dziewczyny... Więc o co ci chodzi?! Sądzisz, że jak będziesz miły i sympatyczny to szybciej ci ulegnę?!
Nie odpowiedział nic. Stał i milczał tylko i wyłącznie się we mnie wpatrując.
- Tak też myślałam. - Dokończyłam, po czym przebiegłam przez ulicę i kontynuowałam swój poranny dżoging
- Mel, zaczekaj, to nie tak! - krzyknął za mną
Wyciągnęłam telefon w celu wysłania mu wiadomości, ale ostatecznie zrezygnowałam z tego pomysłu. Schowałam go ponownie do kieszeni, wcześniej podgłośniając muzykę. Włożyłam drugą słuchawkę do ucha i kompletnie odcinając się od otaczającego mnie świata biegłam dalej.
O co tak w zasadzie zrobiłam mu awanturę? Sama nie wiem. O dziewczynę? Tak. O coś co zupełnie nie powinno mnie obchodzić? Zdecydowanie tak. O coś co dało mu do zrozumienia, że mogę coś do niego czuć? Oh, tak, tak, tak i jeszcze raz to cholerne TAK!
Pięknie, cudownie, po prostu świetnie.
Nie pozostaje mi nic innego, jak wrócić do mieszkania i zacząć się pakować, bo nawet jeśli mnie nie wywali, sama nie wiem czy będę w stanie spojrzeć mu jeszcze w twarz.
Tylko ja potrafię tak zwalić sytuację. Tylko ja jestem do tego zdolna. I tylko ja nigdy nie potrafię trzymać języka za zębami i panować nad emocjami.
Wkurzona wtargnęłam do wnętrza budynku, w którym mieszkałam.
Tak... Zdecydowanie najkrótsze biegi w całej historii dżogingu...
Złapałam windę, którą dotarłam do swojego apartamentu. W biegu ściągałam z siebie ubrania, które natychmiast lądowały na podłodze. Wyłączyłam też telefon. Byłam pewna, że Harry będzie próbował się ze mną skontaktować... A przynajmniej miałam taką nadzieję.
Po godzinie spędzonej pod prysznicem i racjonalnym porządkowaniu swoich myśli, owinięta ręcznikiem przeszłam do sypialni.
Postanowiłam wyjść na balkon. Chociaż na chwilę się odprężyć.
Położyłam się wygodnie na leżaku i pod wpływem słońca rozluźniłam wszystkie spięte mięśnie.
Leniwie otworzyłam oczy i spojrzałam na balkon z naprzeciwka.
Rozczochrana Cara Delevingne owinięta granatowym ręcznikiem.
No tak, można się było tego spodziewać. Po chwili dołączył do niej Harry.
- Niezłe widoki, co nie? - usłyszałam głos, na który automatycznie odwróciłam głowę w kierunku z którego dobiegał - Jestem Max. - Uśmiechnął się tym samym wyciągając rękę w moim kierunku.
Wstałam z leżaka na równe nogi i nieśmiało ścisnęłam jego rękę.
- Melanie.
- Wiem... Słynna Mel Grey, która dzisiaj idzie w pokazie mody na Times Square.
- Skąd wiesz? - zapytałam zaskoczona
- Myślisz, że takiego błahego osiemnastolatka jak ja było by stać na takie mieszkanie? - zaśmiał się - Emily Sue to moja siostra. Przybrana... Nie jesteśmy biologicznym rodzeństwem.
- Dlatego nie jesteście do siebie podobni. - Uśmiechnęłam się - Ems też została wybrana. Przyjdziesz?
- Jak mógłbym odmówić okazji podziwiania tak pięknych dziewczyn i to w dodatku za darmo... Błagam cię, Mel.
- No tak. Młodzi mężczyźni.
- Ten twój szef chyba coś do ciebie ma bo dosłownie zabija cię wzrokiem. Albo to raczej o mnie mu chodzi...
- Mam go gdzieś. Jestem dorosła, więc mogę chyba robić co mi się żywnie podoba, prawda?
- Z nim tylko teoretycznie. - Oznajmił, po czym zaczął się powoli wycofywać do swojego mieszkania - Do zobaczenia wieczorem.
- Do zobaczenia. - Pożegnałam się. Po chwili już go nie było.
Z nim tylko teoretycznie... O co mu chodziło?
- Dlaczego nie odbierasz telefonu? - wyrwał mnie z zamyślenia. Szybko przeniosłam na niego swój wzrok
- Jest wyłączony.
- A to dlaczego? - zapytał zaskoczony, jednocześnie unosząc brew
- Chcę odpocząć przed pokazem. Nie chcę żeby ktokolwiek mi przeszkadzał.
- Ja chcę tylko porozmawiać. Wątpię aby to cię zmęczyło...
- Przecież rozmawiamy. Do czego potrzebny jest ci telefon? - Oznajmiłam sarkastycznie
- Cały Nowy Jork nie musi wiedzieć o naszych problemach...
- Pozdrów Carę! - odkrzyknęłam, po czym nie czekając na jego dalsze kazanie weszłam z powrotem do sypialni.
Przeszłam do garderoby, z której wyciągnęłam białą koszulkę na ramiączkach i ciemne krótkie spodenki, w które szybko się przebrałam. Następnie suche już włosy związałam gumką w luźnego koka. Na stopy założyłam czerwone, krótkie Converse’y, natomiast oczy zakryłam ciemnymi okularami pasującymi do całego zestawu. Włączyłam telefon, do którego następnie podłączyłam słuchawki. Chwyciłam jeszcze torbę i tak oto gotowa do wyjścia opuściłam mieszkanie.
W windzie odczytałam jeszcze wszystkie zaległe SMS’y oraz sprawdziłam nieodebrane połączenia.
Połączeń od Harry’ego chyba z tysiąc. Wiadomości też nie mniej, przy czym ostatnia została wysłana nie tak dawno temu, ale nie miałam siły a tym bardziej ochoty, aby na nie odpisywać.
Odpisałam jedynie Brad’owi oraz Lucy. Następnie włożyłam do uszu słuchawki i włączyłam playlistę z ulubionymi piosenkami puszczanymi w BBC Radio1.
Żwawnym i zdecydowanym krokiem szłam przez ulicę, kompletnie nie zwracając na siebie uwagi. Byłam dokładnie takim samym człowiekiem jak cała otaczająca mnie reszta.
W końcu dotarłam na Times Square gdzie właśnie był stawiany długi wybieg.
Czyli pokaz na otwartej przestrzeni...
Przełknęłam ciężko ślinę i wzięłam kilka głębszych oddechów. Po chwili już szłam w stronę garderób.
- Mel! Co tu robisz tak wcześnie? - usłyszałam głos Gemmy, gdy właśnie chwytałam klamkę od drzwi budynku. Uściskałyśmy się na powitanie tym samym szeroko się uśmiechając, a następnie udałyśmy się na krótki spacer po okolicy
- Wolałam być wcześniej niż się spóźnić...
- Na pewno tylko o to chodzi?
- Tak. W zupełności.
- I nie ma to nic wspólnego ze sprzeczką twoją i Harry’ego?
- Skąd wiesz?
- Dzwonił do mnie. - Oznajmiła obojętnie
- Zawsze ci się ze wszystkiego spowiada?
- Właśnie nie. I powiem ci, że strasznie mnie tym zaskoczył. Był na prawdę zdruzgotany.
- Cara na pewno go zdołała pocieszyć. Widziałam ich razem na balkonie w dosyć dwuznacznych strojach.
- O nie. Nie, nie. Mel... Cara to już przeszłość. Jest dla niego nikim. Poza tym ja widzę jak wy na siebie patrzycie. Uwierz mi, że Harry nie byłby w stanie cię skrzywdzić. Od kiedy cię poznał, coś się w nim zmieniło. Nie za bardzo wiem co, ale na pewno z gorszego na lepsze.
- Faktycznie ja na niego patrzę inaczej niż na przyjaciela. Przyznaję, że mam do niego słabość, ale on traktuje mnie tylko jak swoją kolejną modelkę. Łatwą, po trzech tygodniach współpracy gotową na jednorazowy skok w bok.
- Mel, spójrz na mnie. - Poprosiła. Niechętnie odwróciłam się do niej przodem, aby spojrzeć w jej uderzająco podobne do brata oczy - Nigdy nie troszczył się o nikogo tak jak o ciebie. Nawet o rodzinę.
- A Maya?
- Z tego co wiem to dla niej nie gotował. - Zaśmiała się, na co na mojej twarzy także pojawił się niemrawy uśmiech, który z czasem zaczął się robić coraz szerszy - Zaufaj mi.
- Gemma, proszę cię tylko o jedno. Nie mów o niczym Harry’emu. W sensie, że mam do niego słabość. Wiem, że nie pierwsza ani nie ostatnia, ale proszę...
- Masz to jak w banku. Co nie znaczy, że nie będę was ze sobą swatać żeby w końcu postawić na swoim. - Dodała z rozbawieniem, na co ja też głośno się zaśmiałam
Po odwiedzinach Starbucks’a wróciłyśmy na Times Square aby przygotować się do pokazu.
Zaczęłyśmy od make-up’u. Nie znałam jeszcze swojego stroju, ale sądząc po makijażu musi być to coś oszałamiającego. Moje powieki były pokryte na przemian pionowymi pasami granatu oraz ciemnego fioletu. Przypominało mi to trochę kolory kosmosu. Wiem, śmieszne porównanie, ale taka prawda. Dosyć mocna kreska do której wykorzystano srebrny eye liner idealnie oddzielała cienie od moich wydłużonych czarnym tuszem rzęs, które były długie i gęste tak, jakby były doczepiane.
Cud kosmetyki!
Dziewczyna, ta sama która malowała mnie tydzień temu na pokazie w Londynie, zaczęła rozprowadzać róż na moich kościach policzkowych.
Znając życie, to nie było potrzebne, bo przez stres i ekscytację będę wyglądać na tym wybiegu jak pąsowa róża. Od dziecka taka byłam. Rumiana...
Usta zostawiła na sam koniec. Chwyciła śliwkową szminkę i delikatnie rozprowadziła ją pędzelkiem po moich ustach.
- Zaczekaj jeszcze. - Zwróciła się do mnie, jednocześnie uważnie mi się przyglądając - O czymś zapomniałam. Coś jest nie tak. Aha! Zamknij oczy. - Poleciła, gdy tylko odwróciła się do stolika pełnego przeróżnych kosmetyków. Od razu wykonałam jej polecenie. Po chwili poczułam coś, co obciąża moje rzęsy jeszcze bardziej. - Już. - Oznajmiła z wyraźnym zadowoleniem. Spojrzałam w lustro. Brokat, który odbijał się tylko i wyłącznie w świetle. Inaczej był niewidoczny.
- Jesteś niesamowita. - Wymamrotałam pełna podziwu
- Niestety jestem tu tylko na okres próbny i znając moje szczęście, za tydzień już mnie tu nie będzie.
- Jak to! Przecież jesteś doskonała! Ten makijaż jest... Wow!
- Wszystko zależy od pana Styles’a.
- Którego?
- Tego młodszego. - Dodała, także się rumieniąc.
Do cholery, czy wszystkie dziewczyny i kobiety tak na niego reagują?!
- Coś mi się zdaje, że zabawisz u nas na dłużej. - Zaśmiałam się - Już ja o to zadbam...
- Dziękuję. - Uśmiechnęła się od ucha do ucha, następnie nachylając się nade mną i mocno przytulając
- Nie ma sprawy, a teraz pójdę po to coś w czym mam wyjść. Do zobaczenia.
- Powodzenia.
Podziękowałam jej skinieniem głowy i szerokim uśmiechem. Następnie ruszyłam razem z Gemmą do garderoby, gdzie wszystkie modelki miały się zjawić po ukończeniu makijażu.
- Witam was wszystkie. - Powitał nas Lou - Jesteście tutaj, ponieważ chcę wam wręczyć wasze stroje oraz powiedzieć, która idzie w jakiej kolejności. No to tak... Gemma ma jedną z dwóch ważniejszych kreacji. Marco, wręcz tej młodej damie jej sukienkę, proszę. - Zwrócił się do drugiego projektanta, który w tym momencie wyglądał jak jego służący - Gdy jedna modelka wraca, automatycznie wychodzi druga. Rozumiecie?
- Przepraszam, a nie powinno być przypadkiem jakiejś próby? - wtrąciła jedna z dziewczyn
- Masz rację, ale my tak nie działamy. Idziemy na żywioł. Zawsze. Ten kto z nami współpracował bardzo dobrze to wie. Zgadza się Eva?
- Oczywiście Louie. - Oznajmiła z pysznym uśmiechem.
- Bardzo ładnie. Wracając do kolejki. Po Gemmie wychodzi właśnie Eva, Sophie, Cara... - na to imię gwałtownie zaczęłam jej poszukiwać po sali. Jest. Stoi ta żmija. Cudownie... - Emily, Frou, Michaela, Olivia, Lola, Madison, no i na końcu, w drugiej naszej najważniejszej kreacji, Mel. - Oznajmił z szerokim uśmiechem dumy. Moje oczy momentalnie się rozszerzyły na jego słowa. Z ledwością trzymałam wciśnięty mi przed sekundą frakonosz ze strojem - No dziewczęta. Przebieramy się.
Wszystkie jak na zawołanie się rozeszły. Została tylko Cara wraz z wysoką szatynką... Eva? Tak jej chyba było na imię.
- Ty jesteś Melanie Grey, tak? - zaczęła ciemnowłosa, tym samym do mnie podchodząc
- Tak. Masz do mnie jakąś sprawę?
- W zasadzie to tak. Nie miałabyś ochoty wyskoczyć czasem na kawę ze mną i Carą? Myślę, że stworzyły byśmy zgrany tercet jeśli chodzi o przyjaciółki. - Zaśmiała się sztucznie
- A zaprzyjaźnić się ze mną chcecie dlatego, że dobrze dogaduję się z siostrą Harry’ego, czy może dlatego, że mieszkam naprzeciwko niego?
Na moje słowa żadna nic nie powiedziała. Jedynie zaczęły otwierać i zamykać buzie jakby chciały coś powiedzieć, ale w ostatnim momencie się wycofywały.
- Odłóżmy tą kawę na razie. - Uśmiechnęłam się najbardziej przyjaźnie jak tylko potrafiłam, po czym odeszłam w stronę Gemmy. Wyciągnęłam swój strój z frakonosza i dosłownie zaniemówiłam... Tym razem ze zdziwienia.
- Emm... Marco? - zawołałam, cały czas lustrując ubranie
- Słucham cię drogie dziecko. - Zaczął gdy tylko do mnie podszedł
- Co to tak właściwie jest... No bo... Będąc oczywiście szczera... To są... Trzy paski...
- Trzy kaszmirowe paski, dziecko. Kaszmir jest bardzo drogi, więc miej świadomość, że to zaszczyt nosić coś takiego. - Tłumaczył, wskazując na coś sukienko podobne - A dla twojej informacji, to sukienka. I nie trzy paski, tylko cztery. Na plecach jest jeszcze jeden. - Oznajmił, klepiąc mnie przy tym po ramieniu, następnie odchodząc
- O ja cię! Jaki czad! - Powiedziała entuzjastycznie Gemma
- Jeśli chcesz mogę się z tobą zamienić...
- Wiesz jaki kaszmir jest drogi?! To zaszczyt chodzić w czymś takim. W dodatku im bardziej skąpy kostium, tym lepsza modelka go nosi.
- Ale ja się nie nadaję. Jestem za gruba.
Dziewczyna zmarszczyła czoło i uważnie mi się przyjrzała
- Niby gdzie? Jesteś do tego idealna! Chodź, pomogę ci się przebrać.
Rozebrałam się ze wszystkich dotychczasowych ubrań, pozostając w samej bieliźnie. Ściągnęłam jeszcze biustonosz, który Gemma odłożyła na kupkę wraz ze spodenkami i koszulką.
Następnie narzuciła na mnie tą rzekomo sukienkę i poprawiła wszystkie paski, które się zawinęły. No dobra. Przynajmniej piersi i tyłek zakryły. Nie jest tak źle.
- Wyglądasz... Bosko. - Oznajmiła pełna podziwu
- Zgodzę się z panią, pani Styles. - Zaśmiał się Lou - Mel, załóż szlafrok. Nie chcę żebyś się przeziębiła. - Uśmiechnął się, następnie zakładając na moje ramiona satynowe okrycie - Tak lepiej. Na razie. - Wyszeptał do mojego ucha, po czym odszedł
- Nie podoba mi się ten koleś. Krzyżuje moje plany. - Naburmuszyła się - Dobra... Leć na fryzurę, a ja szybko się przebiorę i do ciebie dołączę.
- Jasne. Do zobaczenia.
Szybkim krokiem, jeszcze w moich trampkach przeszłam z powrotem do charakteryzatorni, gdzie tym razem inna kobieta zajęła się moimi włosami.
Na początku je porządnie wytapirowała, po czym zebrała je zwinnie grzebieniem i uformowała w koka, praktycznie niczym nie różniącego się od poprzedniego. No dobra... Ten był w jeszcze większym nieładzie. Pozostawiła kilka pasm swobodnie opadających na moją twarz i ramiona. Na końcu jeszcze utrwaliła fryzurę lakierem, po czym oznajmiła, że wszystko jest już gotowe.
Podziękowałam jej i zwalniając miejsce następnej dziewczynie opuściłam pomieszczenie.
Szłam korytarzem do sali, w której wszystkie się przebierałyśmy. Niespodziewanie z naprzeciwka wyszedł na moją drogę Harry.
No cudownie. Jeszcze jego mi teraz brakuje.
- Szukałem cię. - Oznajmił, jednocześnie mnie zatrzymując i chwytając za nadgarstek
- Dlaczego?
- Chcę porozmawiać. Proszę. Nie zajmę ci dużo czasu.
Spasowałam. W zasadzie czułam potrzebę tej rozmowy. Zaciągnął mnie do jakiejś sali, gdzie byliśmy tylko i wyłącznie we dwójkę. Światło dawało to z korytarza, nieśmiało wpadające przez zamglone okrągłe okno w drzwiach.
- Przepraszam cię za dzisiaj. - Zaczęłam - Nie powinnam się wtrącać, ani tym bardziej interesować twoim życiem. Masz 23 lata i...
- I też czasami potrzebuję kogoś, kto mnie przywróci do pionu. - Przerwał mi - W zasadzie to ja powinienem cię przeprosić. Wiem, że moje zachowanie na samym początku nie było najlepsze. Może i nawet niestosowne, ale... Taka moja natura.
- Wiem. Zdążyłam zauważyć. - Zaśmiałam się - A poza tym Gemma też mi wiele wyjaśniła...
- Jedyna rzecz, za którą jestem jej wdzięczny. - Uśmiechnął się szeroko - Naprawdę przepraszam. Jeśli jestem nadopiekuńczy, to... Po prostu to powiedz. - Westchnął - Nie wiem dlaczego, ale coś mi się każe tobą opiekować za wszelką cenę. Nie mam pieprzonego pojęcia o co w tym chodzi... - zaśmiał się niemrawo
- No ja tym bardziej, panie Styles.
- Czyli wszystko już w porządku?
- Jak najbardziej. - Uśmiechnęłam się
Staliśmy tak przez kilka minut patrząc sobie tylko i wyłącznie w oczy, które teraz wypełniało niesamowite szczęście. Po minionym czasie obydwoje mocno się do siebie przytuliliśmy.
Przez moje ciało przeszło stado dreszczy, a w głowie zaczęło wirować. Czułam jak tracę grunt pod nogami, jednak za wszelką cenę starałam się utrzymać.
- A ty wychodzisz dzisiaj w trampkach? - zaśmiał się, jednocześnie odrywając się ode mnie i spoglądając na moje stopy
- Myślałam, że uda mi się ciebie przechytrzyć. Niech to szlag...
- Masz coś pod tym szlafrokiem? - zapytał z zadziornym uśmieszkiem.
Dawny Harry Styles powraca! Jej, jak cudownie!
- Owszem.
Chłopak chwycił na pasek szlafroka, który w trybie natychmiastowym rozwiązał. Kiedy zobaczył mój strój jego źrenice natychmiast się rozszerzyły, jednak po chwili na twarzy pojawił się grymas
- Co to w ogóle jest?
- Niby sukienka. No, w każdym bądź razie jakiś cud nad cudami, bo idzie jako ostatnia, czyli honorowa kreacja...
- Nie podoba mi się to. - Wyszeptał, po czym chwycił mnie za rękę i szybkim krokiem ruszył do projektanta

---------------------------------------------
Follow on tt:
Chcesz prowadzić konto jakiejś postaci? skontaktuj się ze mną na tt :) (alwayscoldhands)



13 komentarzy :

  1. jeeeeeeeeeeejku, jak Harry jest słodki!

    OdpowiedzUsuń
  2. OMGOMG :D
    Świetny!!!!
    haha
    Serio :D
    Pozdrawiam
    G x

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam naprawdę wieeeele opowiadań, ale to uważam za najlepsze! Uwielbiam to czytać i zawsze z niecierpliwością czekam nak kolejny rozdział. ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne świetne i jeszcze raz swietne <33
    szczerze to myslalam że pocalują sie wtedy gdy Harry ją przeprosil, ale i tak rozdzial jest zajebisty, podoba mi sie taki opiekunczy Harry <33

    http://unmasked-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejkuu , cudowny . *.*
    Bardzo mnie ciekawi co zrobi Harry z sukienką Mel .
    Czekam na kolejny rozdział z wielką niecierpliwością . ;*

    life-is-full-of-secrets.blogspot.com
    @basiaandbasiaa

    OdpowiedzUsuń
  6. TAK BARDZO CHCĘ JUŻ KOLEJNY :< JA NIE WYTRZYMAM DO PRZYSZŁEGO TYGODNIA... <3
    @suuunshine_

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham *-* I czekam na nexta ;) Mega ! I niech Hazz nie zabiera tej sukienki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. świetny rozdział, czekam z niecierpliwością na następny :) Harry i Mel *.*
    mam nadzieję, że coś z tego będzie <3 Pozdrawiam :)) xx

    OdpowiedzUsuń
  9. wspaniały :) czekam na nowy :D ♥

    @labilex

    OdpowiedzUsuń
  10. jak wygląda ta sukienka dasz zdjècie?

    OdpowiedzUsuń