sobota, 3 maja 2014

Chapter 30.

Uwaga!
Rozdział zawiera sceny nieprzeznaczone dla osób poniżej szesnastego roku życia.
CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ lub OPUSZCZASZ fragment oddzielony od pozostałości tekstu '*'




+ ludzie moi drodzy, kochani calm down.

Mel NIE zaszła w ciążę po incydencie u Tonnego i Maxa.
Tak dla wiadomości, to minął już rok (czytajcie uważnie), więc musiałaby już urodzić z jakieś cztery miesiące temu, a dziecka w opowiadaniu nie ma... Just sayn'



A teraz na rozdział :)


Przekręciłam się powoli na bok, starając wykonywać jak najmniejsze ruchy, jednak na nic to się nie zdało.
Ból jak był, tak nawracał, z każdym drgnięciem z podwojoną siłą.
Zacisnęłam mocno powieki, starając się nie myśleć, że za niecałe dwie godziny powinnam się ubierać i jechać na miejsce dzisiejszego pokazu.
- Nie przestało ani na moment? - Usiadł na brzegu łóżka, stawiając na stoliku szklankę z wodą i pudełka z różnymi tabletkami przeciwbólowymi.
Pokręciłam niemrawo głową, ponieważ tylko na tyle było mnie w tym momencie stać.
Podniosłam się powoli i chwyciłam wodę oraz jedną z pigułek, szybko ją połykając i popijając, w nadzieji, że złagodzą ból.
- Położysz się ze mną na moment? - poprosiłam, przesuwając się wgłąb łóżka, tym samym robiąc mu miejsce.
Od razu je zajął, obejmując mnie w talii najdelikatniej jak tylko potrafił.
- Naprawdę nie wiesz co może co dolegać? - westchnął, patrząc na mnie zmartwionym wzrokiem
- Nie mam pojęcia. Prawdopodobnie nadchodzą te dni.
Na moje słowa schował twarz w poduszkę, ewidentnie się śmiejąc.
Automatycznie zmarszczyłam czoło, zastanawiając się co w moim cierpieniu jest takiego zabawnego.
- Nie mogłaś tak od razu? - westchnął rozbawiony, podwijając nieznacznie moją koszulkę i zsuwając odrobinę spodnie razem z bielizną, aby mieć idealny dostęp do mojego podbrzusza.
Przyłożył do niego swoją ciepłą dłoń, następnie zaczynając delikatnie masować.
- Moja biedna kobietka. - Szepnął, całując mnie w czoło.
Odkręciłam się do niego przodem, aby móc się w niego spokojnie wtulić.
- Prześpij się. To co dobrze zrobi.
- Ale będziesz ze mną?
- Nie pójdę nawet siku. - Zaśmiał, nachylając nade mną i czule całując.
Poprawił mnie sobie na ramieniu i przykrył kocem, jednocześnie nie przestając masować mojego podbrzusza, co nie powiem, zaczęło dawać mi coraz więcej ulgi od bólu.
Usłyszałam jak nuci cicho jakąś melodię, co z dźwiękiem bicia jego serca, dodatkowo mnie uspokajało i odprężało.
Nie walczyłam ze sobą. Po prostu zasnęłam.

|DA| 

- Mel. - Usłyszałam cichy szept i poczułam jak opuszki delikatnie wyznaczają własną ścieżkę na moim ramieniu - Mel, musisz wstać.
Mruknęłam, marszcząc czoło, nieznacznie się poruszając na swoim miejscu, nie mając najmniejszego zamiaru otwierać oczu.
- Melanie Grey, musisz wstać i to natychmiast. - Zaśmiał się wprost do ucha, oplatając moją szyję swoim ciepłym oddechem
- Nie chcę. - Wymamrotałam, wtulając się w niego mocno - Powiedz, że leżę w łóżku cała zagipsowana.
- Mel, twoja rodzina przyleciała na ten pokaz specjalnie z Anglii. - Przypomniał mi rozbawiony, delikatnie muskając ustami miejsce za moim uchem
- No to przyleci na inny. Jeszcze raz. - Przeciągnęłam się, szybko podkulając nogi, czując delikatne ukłucie w podbrzuszu
- Bardzo cię boli?
- Nie. Już nie. Coraz mniej. - Uśmiechnęłam się, w końcu otwierając oczy i spoglądając na niego, jednocześnie przykładając dłoń do jego, którą umiejscowił na bolącym miejscu
- Więc dasz radę raz przejść po wybiegu i wrócić z powrotem za kulisy. - Uśmiechnął się słodko, szybko mnie całując i wstając z łóżka, wyciągając do mnie dłoń
- Ty to robisz specjalnie. - Zmrużyłam oczy, powoli się podnosząc - Zobaczysz, spotka cię kara.
- A to niby jaka? - zapytał rozbawiony, przyciągając mnie do siebie gdy w końcu stanęłam na nogach. Zastanowiłam się chwilę, po czym spojrzałam na niego pewnie
- Śpisz dzisiaj na kanapie.
- Mel, nie zapominaj, że to mój apartament. - Zaśmiał się głośno, całując mnie czule i gładząc mój policzek
- O, wyrzuciłbyś mnie na kanapę? - uniosłam brew, składając dłonie na piersi
- Oczywiście że nie. Przy mnie nigdy nie spałabyś na kanapie.
- Masz szczęście. - Zmrużyłam oczy, szybko mu się wyrywając - Idę się doprowadzić do porządku.
- Pójść z tobą? - krzyknął za mną, co postanowiłam tylko i wyłącznie zlekceważyć.
Opłukałam twarz letnią wodą i umyłam zęby następnie poprawiając włosy i przebierając się w ubranie do wyjścia.
- Jak zawsze piękna. - Uśmiechnął się szeroko, czekając na mnie w przedpokoju
- Nie myśl sobie, że komplementy są wystarczającym zadośćuczynieniem.
- No cóż. Próbować zawsze można. - Zaśmiał się całując mnie w policzek i prowadząc do windy
- Przyjedziesz po nich? - zapytałam, patrząc na swój apartamentowiec, czekając aż Harry otworzy samochód
- Przyjedzie po nich mój znajomy.
- Ciekawe czy Brad jeszcze żyje, czy miasto już go doszczętnie pochłonęło. - Zaśmiałam się, zajmując swoje miejsce - Przecież Nowy Jork to dla niego istny raj.
- Jest młody, pełny energii. Nie dziw mu się. - Oznajmił rozbawiony, odpalając samochód i ruszając na przedmieścia, gdzie miał się odbyć pokaz
- Poszłabym do jakiegoś klubu. - Przeciągnęłam się, mrucząc cicho
- Wiesz, ja jakoś nie mam najmilszych wspomnień.
- Bo nie było cię ze mną. - Zaśmiałam się, bawiąc jego włosami  oraz przygryzając wargę, patrząc na jego profil.
Tak cholernie przystojny.
- Wiesz, kiedyś mógłbyś ze mną pójść. Miałabym na sobie sukienkę. Bardzo krótką i obcisłą.
- Melanie przestań, bo nie dojedziemy na miejsce.
- Rozebrałbyś mnie w samochodzie? - Uniosłam brew, oblizując nieznacznie usta
- Dla mnie nawet samochód nie stanowi przeszkody. - Przełknął ciężko ślinę, skręcając w jedną z węższych uliczek
- Ale Harry, ja żartowałam. - Oznajmiłam rozbawiona, wyglądając przez okno
- Ale ja nie. - Spojrzał na mnie poważnie następnie wybuchając głośnym śmiechem - Żartuję. - Mruknął z szerokim uśmiechem, przyciągając mnie do siebie gwałtownie i całując zachłannie, delikatnie przygryzając moją wargę, co doprowadzało mnie dosłownie do szaleństwa.
- Zobaczysz, że kiedyś nie wytrzymam i po prostu się na ciebie rzucę. - Westchnęłam, całując go krótko
- Nie powiem, że ta wizja mnie nie podnieca i że głęboko w sercu bym tego nie chciał. - Zaśmiał się, kolejno wyciągając kluczyki ze stacyjki, szybko wychodząc i okrążając samochód, otwierając mi drzwi.
Zwinnie chwyciłam jego koszulę i pociągnęłam go do siebie w dół, całując go delikatnie, ale i zdecydowanie.
- Chyba możemy już iść. - Uśmiechnęłam się niewinnie, patrząc na nieco oszołomionego chłopaka.
Poprawiłam włosy i wysiadłam z samochodu, zamykając za sobą drzwi i chwytając jego dłoń.
- Mam nadzieję, że jednak odpuścisz mi tę kanapę.
- Zobaczymy czy pan sobie zasłuży. - Przygryzłam wargę na samą myśl o wspólnym wieczorze.
Matko, Melanie, stop!
O czym ty na Boga myślisz?!
Wdech, wydech, myśl o kwiatach. O łące. Ciepłym łóżku... Dobra, to chyba nie jest najlepsza metoda.
- Idź na makijaż i przyjdź do mnie, dobrze?
- Tak jest, proszę pana. - Zaśmiałam się, całując go krótko, ruszając w kierunki charakteryzatorni - Dzień dobry. - Przywitałam się z uśmiechem, siadając na wolnym miejscu
- Widzę, że humor dopisuje.
- Doskonały humor. - Uśmiechnęłam się szeroko do mężczyzny, następnie zamykając oczy, gdy zaczął rozprowadzać podkład na mojej twarzy.
- I jak powodzi się z Harrym?
- Wspaniale. - Oznajmiłam szczęśliwa, na co on tylko się zaśmiał
- Jakieś plany na przyszłość?
- Ta... Umm... Znaczy, w zasadzie to jeszcze chyba za wcześnie. - Odpowiedziałam szybko, aby tylko nie zauważył mojego zmieszania
- Moja droga, jesteście razem od ponad roku, a nadal macie dwa osobne apartamenty. To nie jest normalne.
- Ale i tak mieszkamy w moim. - Westchnęłam rozbawiona - A poza tym dwa mieszkania naprawdę się przydają. Chociażby teraz, kiedy na pokaz przyleciała moja rodzina. My z Harrym mamy swój kąt w apartamentowcu naprzeciwko i wszyscy są szczęśliwi.
- O, czyli dzisiaj ważny dzień?
- Powiedzmy. - Przygryzłam nerwowo wargę - No, stres naprawdę większy niż zazwyczaj. - Zaśmiałam się cicho, otwierając oczy, aby mężczyzna mógł nałożyć na moje rzęsy tusz
- A jak w ogóle rodzina zareagował na chyba największego kobieciarza na całym świecie?
- On się zmienił. - Zmrużyłam oczy, wpatrując się intensywnie w nasze odbicie - Najlepszym dowodem na to są jego idealne relacje z moim tatą. - Dodałam rozbawiona, wstając z krzesła gdy skończył makijaż.
Powoli ruszyłam na umówione miejsce, gdzie już z oddali byłam w stanie zauważyć chłopaka, który przygotowywał się do pracy.
Podeszłam do niego po cichu i objęłam mocno w talii od tyłu, na co tylko cicho się zaśmiał, nieznacznie prostując.
- Boisz się?
- Odrobinę. - Westchnęłam cicho, patrząc na stolik gdzie leżały trzy aparaty - Ale przejdzie. Gdy tylko wyjdę na wybieg.
- A jak się czujesz? - Odwrócił się do mnie przodem, uważnie mi się przyglądając
- Harry, naprawdę wspaniale. - Uśmiechnęłam się, przeczesując jego włosy - Nie musisz się tym tak martwić.
- Mel, to oczywiste, że będę. Jesteś moją narzeczoną. To ja się teraz tobą opiekuję.
- Ale ja mam dwadzieścia jeden lat. - Zmarszczyłam czoło, jednocześnie wydymając policzki, na co on tylko donośnie się zaśmiał
- No i nawet pocałować cię nie mogę, bo zniszczę to arcydzieło na twoich ustach.
- Mówiłam, że kara prędzej czy później cię spotka. - Uśmiechnęłam się niewinnie, następnie odrywając od niego i ruszając do garderoby najbardziej ponętnym krokiem jakim tylko potrafiłam.
Wiedziałam, że odprowadza mnie wzrokiem i że pomimo wielkich chęci, nie potrafi się oderwać.
Chwyciłam szybko sukienkę, którą miałam dzisiaj prezentować, przebierając się w nią w mgnieniu oka.
Po kilkunastu minutach z powrotem siedziałam na fotelu, gdzie zajmowała się mną dwójka mężczyzn. Jeden z nich układał moje włosy, a drugi poprawiał makijaż.
- Zostało dziesięć minut. - Ogłosił jeden z koordynatorów, na co jak zwykle za kulisami stopniowo zaczął wprowadzać się chaos i panika.
Nie rozumiałam tego. Przecież wszystkie modelki były gotowe. Wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Od samego początku była to dla mnie wielka zagadka.
I pokaz się zaczął.
Ukradkiem oka zauważyłam swoich rodziców wraz z rodzeństwem, jednak gdy przyjrzałam się dokładniej Bradowi, z trudem hamowałam śmiech.
Jego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów. No ale czego spodziewać się po dziewiętnastolatku uwięzionym w jednym pomieszczeniu z tyloma pięknymi kobietami? No właśnie, nie zbyt wiele.
Jak za każdym razem po raz ostatni wszystkie razem zaprezentowałyśmy się na wybiegu, czekając również na projektanta, jak to ma się w zwyczaju.
Po uroczystej części nadeszła pora na zabawę, na której znaleźli się wszyscy zaproszeni goście, razem z gwiazdami dzisiejszego wieczoru, które razem z przyjaciółkami miałyśmy godnie prezentować.
- Mój Boże, Mel. - Zaczęła gdy tylko do niej podeszłam - Ja nie zdawałam sobie sprawy z tego, że mam aż tak seksowną siostrę.
- Lucy, przestań. - Zaśmiałam się, będąc rozbawiona jej słowami
- No ale ty i ta sukienka tak bardzo do siebie pasujecie. - Jęknęła, patrząc na mnie uważnie - No Harry już ci to da najlepiej do zrozumienia.
- A co i komu mam dać do zrozumienia? - Usłyszałam jego głęboki i łagodny głos tuż za swoimi plecami, na co szybko się odwróciłam.
Uśmiechnęłam się do niego szeroko, następnie krótko go całując, na co Lucy tylko westchnęła.
- Tak bardzo idealni i stworzeni dla siebie jak ta sukienka dla ciebie.
- Zgodzę się z tym absolutnie. Wyglądasz naprawdę zjawiskowo. - Przyznał jej rację, na co tylko wywróciłam oczami
- A kiedy to ja według ciebie wyglądałam okropnie?
- No to już nie moja wina, że we wszystkim wyglądasz cudownie. - Zaśmiał się, obejmując mnie w talii i całując w policzek - Masz na coś ochotę?
- Może tym razem się skuszę. - Uśmiechnęłam się, sięgając po lampkę różowego wina, upijając drobny łyk - Gdzie zgubiłaś rodziców?
- Pilnują Brada. - Zaśmiała się, spoglądając w ich kierunku - Biedak przeżył szok. Nie ma aż tak podzielnej uwagi. Za dużo kobiet.
- Jeszcze dwa takie pokazy i zacząłby do tego podchodzić jak do codziennego prysznica. - Oznajmił, pocierając delikatnie kciukiem moje biodro, na co od razu poczułam na nim przyjemne mrowienie
- Czyli na pokazy przychodzisz jak pod prysznic? - Zapytałam, marszcząc przy tym czoło
- Powiedzmy, że coś w tym rodzaju. - Odpowiedział rozbawiony, całując mój policzek, następnie za kimś się rozglądając
- Kogo szukasz?
- Zastanawiam się czy moi rodzice przyjechali, ale chyba jednak nie wrócili jeszcze z Japonii.
- Boże, ty mówisz to tak spokojnie. - Westchnęłam, tym samym wtulając się w niego odrobinę mocniej - Sama nie wiem dlaczego, ale odrobinę mnie to przeraża.
- To normalne jeśli masz na głowie na przykład sprawy całej firmy, która ma swoje oddziały na całym świecie. Tak jak nasze agencje. To podróże służbowe. - Uśmiechnął się zaczesując pasemko włosów za moje ucho - Masz ochotę krążyć wśród tej całej elity, czy może jednak zadowoli cię tylko i wyłącznie moje towarzystwo? - Szepnął mi do ucha, na co mimowolnie przygryzłam wargę.
- Jesteś w stanie zaczekać na mnie dziesięć minut przy tylnym wyjściu. Tylko się przebiorę.
- Masz osiem minut i ani sekundy dłużej. - Mruknął, następnie mnie puszczając i znikając w tłumie.
Starałam się znaleźć wzrokiem kogokolwiek z mojej rodziny, ale niestety, na marne.
Zrezygnowana ruszyłam do garderoby, szybko przebierając się w swoje ubrania, suknię odwiedzając z powrotem na jej miejsce. Chwyciłam swoją torbę i ostrożnie, tak aby nikt mnie nie zauważył, ruszyłam do tylnego wyjścia, gdzie już czekał na mnie Harry.
Bez słowa chwycił moją dłoń i ruszył do samochodu, kciukiem delikatnie gładząc moje kłykcie.
Podróż do domu mijała w ciszy, która budowała między nami niewyjaśnione napięcie, które w windzie osiągnęło niemalże stan alarmowy. Nie brakowało wiele aby coś w nas pękło. Wybuchło.
Weszłam powoli do jego apartamentu, opierając się o ścianę w przedpokoju, uważnie przypatrując się każdej jego czynności.
Gdy ściągnął buty i płaszcz staną przede mną i spojrzał prosto w oczy.
Widziałam, że jego były już nieco pociemniałe i zamglone. Z kolei nasze oddechy stawały się z sekundy na sekundę coraz bardziej płytkie.
Nie potrafiliśmy wytrzymać dłużej.
Po prostu obydwoje, w tym samym momencie się na siebie rzuciliśmy.
*
Obdarowywał zachłannymi pocałunkami moje usta, szyję i dekolt, co wywoływało tak cholernie dobre i przyjemne uczucie, że nie sztuką było powstrzymać się od cichych jęków, które powoli uciekały z moich ust
Objęłam go mocno i przyciągnęłam do siebie, nie pozostawiając między nami żadnego dystansu, jednocześnie wsuwając dłoń w jego włosy, mocno zaciskając ją w pięść, całując go zachłannie i pożądliwie.
Poczułam jak z łatwością mnie unosi, na co oplotłam go nogami w pasie, przygryzając na moment jego dolną wargę, pociągając za nią delikatnie. Wiedziałam, że to doprowadza go do granic wytrzymałości.
Oderwał mnie gwałtownie od ściany, na co tylko mocniej chwyciłam się jego ramion, gdy zaczął się przemieszczać.
Po chwili obydwoje opadliśmy razem na łóżko, pragnąc swojej bliskości tak bardzo, że było to aż niemożliwe.
Jęknęłam cicho przez rozchylone usta, czując jak jego zęby wykonują drobny, malinowy ślad na mojej szyi.
Chwilę później Harry siedział na moich biodrach i gwałtownie pozbywał się moich ubrań, po drodze uszkadzając kilka z nich.
Podniosłam się szybko, i zaczęłam rozpinać jego koszulę, następnie zsuwając ją z jego ramion wraz z marynarką, nie zrywając kontaktu wzrokowego ani na sekundę.
Położył mnie z powrotem na miękkiej pościeli, klękając między moimi nogami, powoli rozpinając pasek i pozbywając się swoich spodni. Odrzucił je w kąt następnie nachylając się nade mną i obdarowując całe ciało drobnymi pocałunkami, które przyprawiały mnie o cudowne dreszcze.
Zsunął zwinnie biustonosz z moich ramion, pieszcząc ustami delikatnie moją pierś.
- Harry... - Jęknęłam cicho z przyjemności, jedną dłoń zaciskając w jego włosach, drugą bezwiednie błądząc po jego plecach.
Był niesamowity. Wystarczył jego najdrobniejszy gest albo słowo, aby doprowadzić mnie na skraj.
Naprawdę uczucie kiedy był wobec mnie stanowczy, ale delikatny jest nie do opisania.
Nim się zorientowałam, obydwoje byliśmy zupełnie nadzy.
Nachylił się nad moim uchem, delikatnie trącając je swoim nosem.
- Moja mała Mel. - Mruknął, na co wzdłuż mojego kręgosłupa przebiegło stado dreszczy - Mała, niewinna, bezbronna. Moja. - Ucałował miejsce tuż przy zarysowaniu mojej żuchwy - Kocham cię. - Szepnął, następnie gwałtownie na mnie napierając, na co mimowolnie wygięłam się w łuk, przejeżdżając paznokciami po jego plecach.
Uniosłam swoje biodra, dociskając je do jego, na co krzyknął z rozkoszy, ponawiając swoje mocne pchnięcie, na które tylko ponownie wygięłam ciało z przyjemności.
Poruszał się powoli, jednak dobitnie, przez co pożądanie i pragnienie wzrastało między nami tylko i wyłącznie z sekundy na sekundę.
- Boże, Harry! - krzyknęłam głośno, gdy uderzył o mój czuły punkt, który wysłał miliony impulsów do najskrytszych zakamarków mojego ciała.
W tym momencie rozkosz rozchodziła się dosłownie wszędzie.
Chłopak ponawiał swoje ruchy, uderzając mocno główką o wrażliwe na dotyk zakończenia nerwów, które dawały mi tak wiele przyjemności.
Po raz kolejny utworzyłam na jego plecach kilka czerwonych śladów do kompletu, na co krzyknął głośno z natłoku przyjemnych uczyć, mieszających się ze słodkim bólem.
Oplotłam go w pasie, przyciągając go jeszcze bliżej siebie, pragnąc jak najwięcej jego bliskości.
- Harry, dojdź ze mną. Błagam. Chcę cię poczuć. - Wyjęczałam wprost do jego ucha, całując delikatnie jego szyję, wiedząc że rozluźniając go jeszcze bardziej, dozna najcudowniejszego spełnienia.
Schował twarz w zagłębieniu mojej szyi, krzycząc głośno moje imię, co spowodowało, że mięśnie mojego podbrzusza zaciskały się jeszcze mocniej, wywołując rozlewającą się po całym ciele błogą przyjemność.
Docisnęłam biodra do jego, zataczając nimi kółko i wykonując kilka drobnych ruchów w przód i w tył tuż przy jego ciele, zaciskając się mocno na jego członku, nie potrafiąc wytrzymać dłużej i dochodząc razem z nim z głośnymi krzykami rozkoszy, następnie opadając bezsilnie na łóżko, starając się złapać jakikolwiek oddech.
*
Przejechałam delikatnie opuszkami po jego karku, na co tylko zadrżał, podsuwając się odrobinę do góry, wypuszczając drżący oddech, który nie miał zamiaru szybko się unormować.
- Z tobą czuję się tak dobrze. Tak... Wspaniale. - Szepnął, przełykając ciężko ślinę, starając się chociaż odrobinę opanować swoje ciężkie i szybkie unoszenie klatki piersiowej - Żadna nie doprowadzała mnie do takiego stanu. Żadnej nie kochałem tak mocno. - Przeturlał się na bok, wtulając się we mnie - Nawet jej.
- Nawet jej? - zapytałam, nie będąc pewna czy aby na pewno dobrze go usłyszałam
- Nawet jej. - Powtórzył pewnie, następnie biorąc jeden głębszy oddech między tymi przyspieszonymi.
Naciągnął na nas kołdrę, kładąc się na brzuchu, tym samym odsłaniając jego plecy, które nieświadomie przyozdobiłam aż za bardzo.
Przejechałam delikatnie opuszkami po kilku śladach, następnie nachylając się nad nim, delikatnie je całując.
- Nawet nie wiesz jaki ten ból jest przyjemny. - Zaśmiał się cicho, chwytając moją dłoń, pociągając mnie w dół na poduszki, nie otwierając oczu ani na moment.
Uśmiechnęłam się szeroko, widząc jego spokojny wyraz twarzy.
Zaczął powoli zasypiać, gdy zaczęłam bawić się leniwie jego lokami, od czasu do czasu muskając delikatnie jego czoło.
Po niecałej godzinie wyswobodziłam się z jego mocnego uścisku, ubierając jego koszulę i ruszając do łazienki aby zmyć makijaż. Umyłam jeszcze szybko zęby, po czym ruszyłam do kuchni, wyciągając z lodówki mleko, nalewając odrobinę do kubka, następnie je podgrzewając, aby po chwili zamienić je ma pyszne i cieplutkie kakao.
- Dlaczego nie śpisz? - Objął mnie mocno w pasie, podpierając podbródek na moim ramieniu
- Miałam ochotę na kakao. Chcesz trochę? - Chwyciłam kubek, unosząc go do góry.
Harry odebrał go ode mnie i upił kilka łyków, następnie oblizując usta.
- Chodź do salonu. - Szepnął, chwytając moją dłoń i ruszając na kanapę gdzie usiadł jako pierwszy, poklepując dłonią swoje kolana, na znak abym się położyła.
Dopiłam spokojnie swój napój, następnie korzystając z jego propozycji.
Wpatrywałam się w niego przez dłużą chwilę, w końcu czując jak sen powoli mnie nuży.
Wtuliłam się delikatnie w jego ciepły i umięśniony brzuch, po chwili szybko zasypując ze zmęczenia i natłoku zdarzeń dzisiejszego wieczora.

Zapraszam również na nowego shota z Larrym oraz sequel Zouisa x