sobota, 1 marca 2014

Chapter 22.

Przeczytajcie proszę krótkie info pod rozdziałem x

Po raz kolejny nerwowo poprawiłam swoją sukienkę, wyglądając za okno czy aby na pewno jesteśmy wystarczająco daleko.
Spotkań rodzinnych mu się zachciało.
A niech cię szlag, Styles!
Nagle skręciliśmy w jakąś uliczkę, tym samym znajdując się przed pałacem, bo inaczej bym tego nie nazwała, jego rodziców.
Na widok ich willi dosłownie odebrało mi mowę. Była przepiękna.
Powoli odpięłam pas i przełykając nerwowo ślinę wysiadłam z samochodu, po raz kolejny poprawiając sukienkę.
To już jest chyba jakieś uzależnienie.
Z transu wybudził mnie dopiero Harry, który chwycił moją dłoń i pociągnął w stronę wejścia.
- Tutaj mieszkałeś? Kiedy byłeś mały. - zapytałam, starając się przerwać ciszę i nawiązać z nim jakikolwiek kontakt, aby nie myśleć o tym, że za chwilę mogę stąd zostać wyrzucona dalej niż widzę.
- Kiedy przeprowadziliśmy się do Stanów, to tak.
- Przeprowadziliśmy?
- Pierwsze trzy lata mieszkałem w Anglii.
- Ach, no tak. Przepraszam cię. Nie potrafię się w ogóle skupić. - Westchnęłam, zatrzymując się przed drzwiami - Denerwuję się.
- Ale czym? - zaśmiał się cicho, co jednak wpłynęło na mnie jeszcze gorzej
- Że twoi rodzice będą zadawać mi pytania, a ja palnę jakąś głupotę.
- Mel, nie odbieraj tego jako przesłuchanie. Oni cieszą się kiedy jestem szczęśliwy, a jestem. Przypuszczam, że przesłuchanie byłoby wtedy, gdyby zamiast ciebie, stała obok mnie Maya.
Na jego słowa niekontrolowanie opanowała mnie złość. Zacisnęłam wargi w cienką linię i zaczęłam się intensywnie wpatrywać w swoje buty.
Usłyszałam jak cicho wzdycha i, mogę się założyć, wywraca oczami.
- Ale jesteś tu ty. I to mnie cieszy jeszcze bardziej. Wierzysz mi?
- A mam inny wybór? - zaśmiałam się pod nosem
- No nie bardzo. - Uśmiechnął się szeroko, krótko mnie całując, następnie chwytając klamkę i otwierając drzwi.
Już na samym wejściu przed moim nosem przebiegła kobieta, w ogóle nie zwracając na nas uwagi.
- Dobry wieczór panie Styles. - Uśmiechnęła się do niego blondynka gdzieś po czterdziestce - Pani Grey.
Skinęłam głową, uśmiechając się na przywitanie, co od razu odwzajemniła.
- Pańscy rodzice jeszcze pracują. Kazali na siebie poczekać godzinę, góra półtorej.
- Dziękuję Abigail. Pokażę Melanie dom.
- Oczywiście. - Odebrała nasze płaszcze i ruszyła z nimi gdzieś na dół.
Chłopak ponownie chwycił moją dłoń i powoli ruszył wgłąb pałacu.
- W takim razie zaczynamy od parteru, czy piętra? - uśmiechnął się słodko i niewinnie, co absolutnie było podstępem
- Widząc twoją minę, nie wiem czy w ogóle powinnam ruszać się z miejsca. - Uniosłam brew, niekontrolowanie przygryzając wargę.
Bez słowa chwycił moją dłoń i ruszył po schodach na górę, w których połowie poważnie zaczęłam rozpatrywać opcję pozbycia się szpilek.
To było czyste samobójstwo.
- Tutaj jest sypialnia rodziców, z której i tak korzystają raz na ruski rok. - Otworzył drzwi wchodząc do pomieszczenia - Kiedy z Gemmą nie mogliśmy spać, przychodziliśmy tutaj.
- Spaliście razem?
- Czasami. Wiem, że ciężko w to uwierzyć. - Zaśmiał się prowadząc mnie dalej - To właśnie jej pokój. Była straszną fanką czerni i czerwieni. Pokój raczej w stylu satanistycznym. - Rozejrzał się po wnętrzu - Albo, jak nazywany przez jej kolegów, Alicji W Krainie Czarów.
- Jesteś okropny. - Oznajmiłam rozbawiona - Jedyne co w tym domu jest satanistyczne to ty.
- Schlebia mi pani, panno Grey. - Zaśmiał się, chwytając moją dłoń i prowadząc do pokoju naprzeciwko, wpuszczając mnie do niego przodem. - No i moje królestwo. Lampki kiedyś świeciły. - Spojrzał w sufit na malutkie, ciemne halogeny - Ale nie wiem w jakim są teraz stanie.
Włączył przycisk na co wszystkie lampki się zaświeciły, przypominając rozgwieżdżone nocą niebo.
- To niesamowite. - Uśmiechnęłam się szeroko, kładąc na dużym, miękkim łóżku, wpatrując się zauroczona w sufit - Bardzo lubię twój pokój i nie wiem czy kiedykolwiek stąd wyjdę. - Zaśmiałam się
- Dopóki ja tu jestem, nie przeszkadza mi to. - Zamknął drzwi, następnie podchodząc do łóżka, wchodząc na nie, tym samym siadając na moich biodrach.
- Wiedziałam, że ty coś ode mnie chcesz.
- A jakby inaczej. - Zaśmiał się, delikatnie całując moją szyję, na co mimowolnie westchnęłam z przyjemności, przymykając powieki - Bardzo się cieszę, że dałaś mi dzisiaj wybrać sukienkę dla ciebie.
- Wszystko to sobie zaplanowałeś, prawda?
- Skłamałbym zaprzeczając. - Zaśmiał się podwijając materiał do góry
- Harry proszę cię. - Zatrzymałam go - Na dole pracują twoi rodzice, dom roi się od służby. Jak ty to sobie wyobrażasz?
- No ciebie bez tej sukienki na tym łóżku. Nie wierzę, że nie odebrałaś intencji.
- A ja nie wierzę, że nie wiesz o czym mówię. - Przymrużyłam oczy, siadając na łóżku, tym samym zmniejszając dystans między nami do kilku minimertów.
- Nawet nie wiesz jak bardzo jesteś seksowna kiedy się denerwujesz. - Potarł swoim nosem o mój następnie zachłannie mnie całując.
Westchnęłam z politowania i oddałam pocałunek, jednak nieco go złagodziłam. Usłyszeliśmy pukanie do drzwi, na co chłopak niechętnie się ode mnie oderwał.
- Tak?
- Pańscy rodzice proszą na dół.
Leniwie ze mnie wstał i podał dłoń, pomagając mi stanąć na nogi.
Wyprostowałam swoją sukienkę i biorąc głęboki oddech ruszyłam za nim.
- Bądź po prostu sobą. Oni nie są tacy straszni. Wyobraź sobie, że to tylko i wyłącznie moi rodzice. Nikt ważny.
- Nie pomagasz mi. - Westchnęłam, chwytając jego dłoń i mocno ją zaciskając
- Idą nasze gwiazdy. - Usłyszałam męski głos, na którego dźwięk w moim gardle od razu uwięzła gula, której nie potrafiłam się pozbyć
- Czuję się jakbym przeżywał drugą studniówkę. - Wywrócił oczami, obejmując mnie w talii, na co mimowolnie się zaśmiałam
- Tak też wyglądasz, skarbie. - Uśmiechnęła się kobieta, do której był niesamowicie podobny.
Mama.
- Chodźcie, bo kolacja stygnie. - Zaśmiał się jego tata, przechodząc wgłąb piętra, na którym się znajdował.
Zdecydowanie tata.
Zeszliśmy szybko ze schodów i ruszyliśmy razem z jego mamą przy moim boku do jadalni.
- Ślicznie wyglądasz. - Uśmiechnęła się do mnie ciepło, co nieco dodało mi otuchy
- Dziękuję. Harry wybierał sukienkę. On zawsze wie co dobre.
- Chyba najbardziej mu odpowiadające. - Oznajmiła rozbawiona, na co zaśmiałam się razem z nią
Chłopak jęknął cicho, wywracając oczami na co szeroko się uśmiechnęłam.
- Harry nie lubi jak się z niego żartuje.
- Skarbie, mówisz to jego matce. - Zaśmiała się - Wiesz, kiedy był mały...
- Mamo, dość. - Przerwał jej - Nie musimy rozmawiać o tym jak byłem mały, tak? Nie po to tu jesteśmy. Melanie zna mnie wystarczająco dobrze.
- Właśnie tak się denerwował. - Zaśmiała się - I robił w dodatku cały czerwony. Oj, kochane dziecko. Kłopotliwe, i to mu zostało, ale kochane.
- Dziękuję mamo za darmową reklamę. Teraz będziemy na pewno żyć razem. Długo. Szczęśliwie. Na wieki.
- Harry, dobrze wiesz, że nie zostawiłabym cię przez to, że się burmuszyłeś tak jak teraz. - Oznajmiłam rozbawiona, obejmując go mocno.
- Mam nadzieję, że nasz gość nie ma nic przeciwko chińszczyźnie. - Oznajmił jego tata, gdy nasza trójka weszła do jadalni
- Oczywiście, że nie. Uwielbiam chińską kuchnię.
- W takim razie idealnie wpasujesz się do naszej rodziny. - Zaśmiała się, podchodząc do męża, który odsunął dla niej krzesło.
Harry zrobił dokładnie to samo, następnie siadając obok mnie, chwytając pod stołem moją dłoń, bawiąc się moimi palcami.
- Opowiedzcie jakie macie plany. - Uśmiechnęła się szeroko - Wczoraj była u nas Gemma i Paul.
- Na ślub dla nas jeszcze za wcześnie. - Odpowiedział, rozrywając pałeczki, przygotowując je do użycia
- A wnuki? - odezwał się jego ojciec, uważnie na niego patrząc
- Chcę żeby Mel nacieszyła się życiem. Ma dopiero dwadzieścia lat. Chyba jeszcze za wcześnie na dzieci. Jak się wyszaleje, to wtedy pomyślimy. - Zaśmiał się zaczynając jeść swoją porcję
- Wiesz Mel, to niewiarygodne w jaki sposób się poznaliście. - Oznajmiła rozbawiona - Zwykła kawa, a tu proszę. Nowa, zdolna i piękna modelka dla agencji oraz wspaniała dziewczyna dla naszego syna.
- Szykuje się jakiś nowy pokaz? Sesja? Zdjęcia z Indii są wspaniałe. - spojrzał na nas z delikatnym uśmiechem
- Myślałem nad kampanią reklamową dla kilku prestiżowych firm. Dostałem informację z Londynu, że Burberry i Pepe Jenas chcą stworzyć wspólną kolekcję letnią i potrzebują nowej twarzy, która przyciągnie klientów. Pomyślałem właśnie o Mel. Kiedy była twarzą nowej kolekcji Lou, sprzedaż jego projektów wzrosła prawie trzykrotnie, więc myślę, że to dobry pomysł.
- Racja. Oni potrzebują młodych, pieknych dziewczyn dla swoich kolekcji. Moim zdaniem Melanie jest takim jakby połączeniem tych dwóch marek. Klasyczna i elegancka, ale i za razem taka normalna. Będzie idealna. Dobry wybór. - Uśmiechnął się szeroko jedząc swoją kolację.
Wypuściłam cicho wstrzymywane powietrze, przygotowując swoje pałeczki, powoli zaczynając jeść przygotowaną chińszczyznę.
- Pamiętajcie też o odpoczynku. Nie możecie bez przerwy tylko pracować.
- Mam w placach wakacje, ale to niespodzianka, więc wy niczego nie mówicie, - wskazał na rodziców - a ty - zwrócił się do mnie - nic nie słyszałaś. - Dokończył rozbawiony na co ja tylko przytaknęłam, konsumując kolację
- Jak ci smakuje? - zapytała patrząc na mnie wyczekująco
- Jest pyszne. Najlepsza chińszczyzna jaką kiedykolwiek jadłam. I mówię to naprawdę szczerze.
- Tak, mamy wspaniałą kucharkę. Gdyby nie ona, ten francuski piesek chyba do dzisiaj by nie jadł.
- Tak? - uniosłam rozbawiona brew spoglądając na jego mamę
- Mieliśmy z nim straszny problem. - Kontynuował jego tata - Kiedy Anna skończyła karmić piersią, Harry nie chciał nic jeść.
- Kolejny szczegół, który będzie ci potrzebny do życia i szczęścia. - Westchnął następnie zapychając buzię makaronem
- Aż w końcu zatrudniliśmy Margaret, no i proszę bardzo jak wcina. - Zaśmiał się upijając łyk wody - A ciasto na deser, to po prostu poezja. Z resztą sama się przekonasz.
- Nie wiem czy powinnam tyle jeść.
- Oj daj spokój. - Machnęła dłonią - Wszystko co nadaje się do zjedzenia jest ludzkie.
Na jej słowa tylko się zaśmiałam po czym szybko dokończyłam swoją kolację.
- A jak z rodziną? Pewnie za nimi tęsknisz.
- Niestety. - Westchnęłam - Ale kto by nie tęsknił. Poza tym ten cały wyjazd, to wszystko działo się tak szybko. Tak nagle.
- Nie chciałaś ich tu sprowadzić?
- Chciałam, ale moi rodzice nie chcą słyszeć o jakiejkolwiek przeprowadzce. A poza tym nie wiem czy dałabym radę pracować tak intensywnie z myślą, że moja rodzina mieszka tak niedaleko, a ja nie mam dla nich nawet minuty.
- Racja. Kariera modelki to naprawdę wiele wyrzeczeń i poświęceń.
- Ale Harry bardzo mi pomógł. Był ze mną wtedy, kiedy potrzebowałam rodziny najbardziej.
- Nasz chłopiec dorósł, Dess. - Oznajmiła rozbawiona ale i zauroczona. Kątem oka zauważyłam jak Harry chowa twarz w dłoniach ze wstydu co mnie tylko rozbawiło. Przeczesałam delikatnie jego loki tym samym przyciągając jego uwagę. Uśmiechnęłam się do niego co on od razu odwzajemnił.
- Idzie deser. - Mężczyzna potarł dłonią o dłoń, uśmiechając się szeroko
- To na pewno jest ciasto? Wygląda jak lody. - Zaśmiałam się, chwytając widelczyk, wbijając go w deser - Jakie to ciasto?
- Chałwowe. Masa chałwowa, czekoladowa, biszkopt kakaowy i bezy. - Wytłumaczyła kobieta, która przyniosła nam talerze. Uśmiechnęłam się do niej w podziękowaniu, następnie próbując  deseru
- To jest naprawdę pyszne. - Wzięłam do ust kolejny kawałek.
Dzięki Bogu, że dostałam tylko kawałek, bo gdyby na stole została postawiona cała blacha, zapewne po dwóch minutach nic by z niej nie zostało. Było nieziemskie.

|DA|

- Dziękujemy wam, że przyjechaliście. To był naprawdę wspaniały wieczór. - Uśmiechnęła się szeroko, stojąc razem z mężem w drzwiach
- To ja dziękuję.
- Przyjedźcie jeszcze kiedyś. Oczywiście w czasie wolnym. I bez kochanych anegdotek z młodości Harry'ego - Dodała rozbawiona, widząc złość na twarzy chłopaka. Ucałował ją w policzek, następnie podając dłoń ojcu, który od razu ją uścisnął. Pożegnałam się z jego rodzicami, dziękując im jeszcze raz następnie ruszając z chłopakiem do samochodu.
- Dzięki, że mnie zabrałeś do swoich rodziców. - Przeciągnęłam się na siedzeniu - Miałeś rację. Niepotrzebnie się bałam.
- Ja zawsze mam rację. - Zaśmiał się, patrząc na drogę - Oni cię pokochali. Zrobiłaś na nich naprawdę idealne wrażenie. - Uśmiechnął się szeroko
- No to dobrze, że nie przyniosłam ci wstydu.
- Czyli jak zwykle. - Skręcił w dobrze znają mi uliczkę
- Byłeś kochanym dzieckiem. - Zaśmiałam się na wspomnienie, odpinając pas gdy wjechaliśmy na parking podziemny - Takim moim małym wymarzonym synkiem. - Dodałam rozbawiona, szybko wyskakując z samochodu.
- Powiadasz? - uśmiechnął się obejmując mnie w talii i zamykając za nami samochód - Biorąc pod uwagę fakt, że połowa genów będzie moja, możliwe, że doczekasz się takiego niejadka.
- Harry, ty naprawdę w nas wierzysz? Że wytrwamy? Będziemy kiedyś małżeństwem, mieli rodzinę? - zapytałam wchodząc do windy, wciskając odpowiedni przycisk
- Ja ciebie nie mam zamiaru nikomu oddawać. Już powiedziałem, że jesteś moja. Tylko i wyłącznie. - Zaśmiał się następnie nachylając nade mną i delikatnie całując
- I nigdy mnie nie zostawisz? - przymrużyłam oczy, odrywając się od niego
- Nie. - Zachichotał, muskając moje usta
- Grzeczny chłopczyk. - Szepnęłam rozbawiona, wyciągając go z windy.
Szybko otworzyłam drzwi swojego apartamentu i czym prędzej weszłam do środka.
Natychmiast pozbyłam się szpilek, następnie ściągając swój płaszcz.
- Pójdę pod prysznic. - Westchnęłam rozsuwając zamek swojej sukienki, ruszając leniwym krokiem do łazienki.
Zamknęłam za sobą drzwi, tym samym zsuwając z siebie materiał. Wyswobodziłam się jeszcze z bielizny i weszłam pod prysznic.
Po niecałych piętnastu minutach już zakładałam na siebie koszulkę Harry'ego. Chwyciłam kosmetyczkę, wrzucając ubrania do kosza z brudną bielizną, następnie ruszając do salonu.
Rzuciłam kosmetyki na kanapę i ruszyłam do kuchni, otwierając białe wino, przechodząc z nim z powrotem do pokoju. Nalałam odrobinę do kieliszka i upiłam mały łyk.
Usłyszałam jak Harry zamyka drzwi łazienki, na co uśmiechnęłam się pod nosem. Usiadłam na kanapie i wyciągnęłam z kosmetyczki granatowy lakier, którym w skupieniu zaczęłam malować paznokcie u stóp.
W głowie cały czas miałam słowa Harry'ego. On naprawdę chce ze mną spędzić resztę życia....
Boże, naprawdę?!
Wpatrywałam się w swoje paznokcie, czekając aż wyschną, co jakiś czas popijając wino.
- O czym myśli moja księżniczka? - zaśmiał się, rozchylając moje nogi, kładąc się między nimi i uśmiechając do mnie szeroko
- Harry, zepsujesz mi paznokcie. - Pisnęłam rozbawiona, starając się utrzymać stopy najwyżej jak tylko potrafiłam
- Pojedźmy na wakacje. - Uniósł głowę tak, że na mnie spoglądał
- A gdzie byś chciał? - uśmiechnęłam się przeczesując mu włosy
- Pod namioty. - Oznajmił ożywiony, siadając na kanapie, chwytając lakier i moją dłoń, następnie nakładając go na moje paznokcie
- Harry, mamy koniec zimy. - Zaśmiałam się patrząc na jego skupienie - Jest za zimno.
- Do Australii.
- Do Australii, do Australii. - Wywróciłam oczami - Nie wiem czy to dobry pomysł. - Przygryzłam wargę, spoglądając na moje paznokcie
- Ale ja wiem. - Uśmiechnął się szeroko, patrząc na mnie wielkimi oczami - Proszę.
Spojrzałam na niego zauroczona. Był taki kochany. Wyglądał naprawdę jak słodki, mały chłopczyk.
Westchnęłam zrezygnowana.
- Niech ci będzie. Zgadzam się.

-----------------------------------------------
Pierwsza rzecz; przeczytajcie ogłoszenia, które znajdują się pod podstronami i dodatkami.
Co do punktu 4; nie chcę robić z DA jakiegoś słynnego opowiadania skoro nim nie jest i zapewne nigdy nie będzie, ale dla jasności... Pod tym tagiem (#DarkAngelHS) na tt znajdziecie na pewno wszystkie zdjęcia, (które dodaję na tt i tm) związane z opowiadaniem. Jeżeli piszecie coś o opowiadaniu, również tagujcie :) Łatwiej cokolwiek znajdę x
Co do punktu 5; tak, tak. Zawieszę bloga jeśli takie sytuacje nadal będą miały miejsce. Po opóźnieniu z 20 rozdziałem odeszła chmara czytelników... Dziękuję wam bardzo -.- + jeżeli was zanudzam opowiadaniem, macie zakładkę Zmiany i Propozycje aby zgłaszać jakiekolwiek zażalenia.
Dziękuję, jak na razie ode mnie na dzisiaj to tyle.