sobota, 10 maja 2014

Chapter 31.

Obudziłam się, czując nieprzyjemny ból w podbrzuszu.
Otworzyłam oczy, niemalże od razu je mrużąc, gdy ostre promienie słońca do mnie dotarły.
Jęknęłam cicho, czując że nie mam siły dosłownie na nic. Nawet na uniesienie dłoni.
- Widzę, że już wstałaś. - Usłyszałam radosny głos, który jednak w tym momencie tylko i wyłącznie mnie drażnił. Był nie do zniesienia, odbijając się echem w mojej głowie.
Mruknęłam coś niezrozumiale i motywując się w końcu, przetarłam twarz dłonią.
- Chyba nie za bardzo się wyspałaś dzisiaj. - Zaśmiał się, kładąc obok oraz obejmując mnie w talii
- Harry, błagam ciszej. - Jęknęłam, wtulając głowę w jego tors, jakby to mi miało pomóc w jakiś nadzwyczajny sposób poradzić sobie w walce z bólem.
- Co się dzieje? - Odgarnął kilka kosmyków włosów z mojego czoła i zaczesał je za ucho
- Okropnie źle się czuję. Wszystko mnie drażni, boli mnie żołądek. Nawet nie mam siły żeby się podnieść.
- Może powinnaś coś zjeść?
- Na samą myśl mnie odrzuca. - Westchnęłam, zamykając ponownie oczy - Chyba tylko wody jestem w stanie się napić.
- To zaczekaj na mnie chwilę.
Poczułam jak się podnosi, na co od razu zmarszczyłam czoło. Było mi tak wygodnie, a teraz co? Zimna, wymiętoszona poduszka pod głową.
Chyba zaraz się rozpłaczę.
- Harry... - zaczęłam, przypominając sobie o czymś - Błagam, powiedz mi, że ta ważna sesja jest w bardzo odległej przyszłości. - Dokończyłam, gdy tylko ponownie zjawił się w pokoju
- Zależy jak rozumiesz daleką przyszłość. - Przygryzł nerwowo wargę, stawiając szklankę na stoliku, siadając na skraju łóżka i chwytając moją dłoń - Mel, jeśli będziesz się dalej tak czuła, odwołam wszystko.
- Harry, nie możesz tego zrobić. - Westchnęłam, zaciskając delikatnie uścisk - To na pewno jakieś zatrucie. Nic więcej. - Uśmiechnęłam się do niego delikatnie - Najwyżej zrobimy przerwę w trakcie.
Chłopak przytaknął powoli, tym samym z każdą sekundą uśmiechając się pod nosem coraz to szerzej.
- O co ci chodzi? - Zmarszczyłam nos, nie bardzo wiedząc co mu chodzi po głowie
- No bo ja... A z resztą... To nie jest ważne. - Zaśmiał się, machając ręką i nachylając nade mną, następnie całując delikatnie w czoło - Śpij tak długo ile możesz. Odpocznij. - Nakrył mnie kołdrą kolejno gładząc kciukiem po policzku.
Chwycił ze stolika swój telefon, po czym ruszył po cichu do wyjścia.
Śpij. Odpoczywaj. Staraj się.
Cały czas tylko rozkazy i rozkazy!
Chociaż wiem, troszczy się i martwi. Chce dla mnie jak najlepiej. Nie mogę zarzucić mu niczego złego.
Zamknęłam oczy, starając się rozluźnić najlepiej jak tylko potrafiłam.
Rozumiem, że taka już jest natura kobiet. Ma boleć i nic na to nie poradzę. Ale żeby aż tak?
Westchnęłam przekręcając się na bok i starając zasnąć jednak nawet to mi w tym momencie nie wychodziło.
Nie mam pojęcia ile czasu już tak leżę nic nie robiąc... I szczerze, chyba nawet nie chcę wiedzieć.
Tyle rzeczy powinnam teraz robić. Chociażby przygotowywać się do sesji. A ja wyleguję się w najlepsze. Wspaniale...
Usiadłam powoli na łóżku, następnie z niego wstając i ruszając po cichu do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic i przygotowałam się do wyjścia, tym samym spotykając się z Harrym w przejściu.
- Nie miałaś przypadkiem spać? - Uniósł brew, uważnie mi się przypatrując
- Nie potrafię. - Westchnęłam, poprawiając przed lustrem swojego koka - Nie mam ochoty.
- A czujesz się chociażby odrobinę lepiej?
- Powiedzmy, że tak.
Na moje słowa od razu wyciągnął telefon, wystukując szybko szereg jakiś cyferek.
- Co robisz?
- Przenoszę...
- Harry, - Przerwałam mu, wywracając tym samym oczami - ja nie umieram. To, że boli mnie brzuch nie znaczy, że nie mogę się ruszyć, czy iść do pracy. Poboli i przestanie.
- A jeśli nie?
- Nie zakładaj od razu najgorszego. A gdyby było tylko gorzej, obiecuję ci, że powiem ci o tym w pierwszej kolejności, dobrze?
- Niech będzie. - Westchnął, nie będąc za bardzo zadowolony tym rozwiązaniem - Trzymam cię za słowo.
- Możemy już iść . - Uśmiechnęłam się do niego, chwytając jego dłoń i ruszając do wyjścia.

|DA|

- Nie za mocno? - zapytała, na co tylko pokręciłam przecząco głową z lekkim uśmiechem. Pomimo, że gorset był zasznurowany już tak ciasno, że z ledwością łapałam jakikolwiek oddech, nie miałam zamiaru zaprzeczać. Harry na samym wejściu dał wszystkim idealnie do zrozumienia, że mają się ze mną obchodzić jak z jajkiem, a to naprawdę nie było potrzebne.
Czasami troszczył się aż za bardzo.
- Wszystko w porządku? - zapytał, oglądając mnie z każdej możliwej strony - Jezus, Maria, czy wy wszyscy powariowaliście? Przecież ona w tym nie potrafi oddychać. - Uniósł się, od razu próbując poluźnić sznurowanie, jednak w miarę szybko się od niego odsunęłam, następnie odwracając przodem i chwytając jego dłonie.
- Harry, spójrz na mnie. - Poprosiłam, co zrobił od razu, przygryzając nerwowo wargę - Czuję się naprawdę lepiej. Wszystko jest w porządku. Potrafię oddychać. Nic mnie nie ściska, ani nie zgniata. Dlatego uspokój się. Błagam cię. - Szepnęłam, następnie całując go delikatnie w policzek, pozostawiając tym samym na nim czerwony ślad szminki.
Zaśmiałam się cicho, delikatnie wycierając go kciukiem, nie spuszczając wzroku z Harry'ego.
- Możemy zaczynać. Szybciej skończymy, a wtedy i szybciej znajdę się w ciepłym łóżeczku, pod ciepłą kołderką. - Puściłam mu oczko, na co tylko się zaśmiał, rozbawiony moim czynem.
Ruszyliśmy powoli na plan, gdzie wszystko było już idealnie przygotowane i oświetlone.
Pomimo, że miałam za sobą już wiele sesji, żadna nie była taka jak ta. W zasadzie w ogóle nie czułam, że ktokolwiek robi mi zdjęcia. Że jestem w pracy.
Rozmawiając z Harrym prawie przez cały czas na przeróżne tematy, zupełnie zapomniałam o bólu i o tym gdzie jestem.
- A do czego są w ogóle te zdjęcia? - zapytałam, podchodząc do niego, po drodze otulając się bluzą
- Dla Vogue.
- I dopiero teraz mi o tym mówisz? - pisnęłam, momentalnie stając w miejscu - To przecież trzeba wszystko powtórzyć jeszcze raz.
- A to niby dlaczego? - zaśmiał się, patrząc na mnie rozbawiony
- Nie powiesz mi chyba, że wyślesz jednemu z najbardziej luksusowych czasopism Nowego Jorku zdjęcia, na których śmieję się prawie ze wszystkiego co mówisz.
- Mel, zaufaj mi. - Podszedł do mnie, kładąc dłonie na moich ramionach, tym samym odrobinę mnie uspokajając - Jestem fotografem i wiem jak mam pracować. I uwierz mi, że naprawdę się na tym znam i wiem jakie zdjęcia są najlepsze.
- Ja wiem. - Jęknęłam, marszcząc przy tym czoło, starając się uniknąć jego wzroku - No ale to tak bez niczego, żadnego przygotowania. - Westchnęłam, następnie delikatnie się w niego wtulając.
Jeśli mam być szczera, to nie mam zielonego pojęcia co się ze mną działo.
Miałam wrażenie, że mój nastrój i uczucia zmieniały się pięćset miliardów razy na sekundę i nie potrafiłam nad tym w żaden sposób zapanować.
- Pojedziemy coś zjeść i wracamy do domu, tak? - Szepnął w moje włosy, na co tylko posłusznie przytaknęłam, następnie ruszając do garderoby gdzie szybko przebrałam się w swoje ubrania, zmyłam makijaż i związałam włosy ponownie w koka.
- W takim razie na co masz ochotę? - zapytał z uśmiechem, chwytając moją dłoń i ruszając do samochodu
- Wiesz, w domu mamy jeszcze tort od Maxa, który przyniósł dzisiaj rano ze swoich urodzin. I spaghetti. - Spojrzałam na niego wielkimi oczami, wtulając się w jego ramię - Mam wszystko, tylko trzeba ugotować. - Uśmiechnęłam się najsłodziej jak tylko potrafiłam, na co on tylko się zaśmiał i pokręcił głową z rozbawienia, potakując niemrawo, na co tylko uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Właśnie, jutro umówiłam się z twoją siostrą na basen. Mam nadzieje, że nie masz nic przeciwko. - Spojrzałam na niego, gdy zapięłam pasy
- Jeżeli będzie cię pilnować, aby żaden nieznajomy facet się za tobą nie oglądał, zgadzam się od razu.
- Myślę, że dojdziecie do porozumienia. - Zaśmiałam się, następnie wyglądając przez okno, na rozmazane budynki, spowodowane ruchem samochodu. - A ty masz na jutro jakieś plany?
- Pracuję od rana do wieczora. Głównie sesje.
- No a ciebie kto będzie pilnował? - Odwróciłam się do niego gwałtownie - Tyle dziewczyn, które będą się za tobą oglądały.
- Ale to zupełnie co innego. Ja tam pracuję.
- Och, czyli w pracy tak wolno? - Uniosłam brew, następnie mrużąc oczy - A na basenie nie?
- Mel, dobrze wiesz, że nie zainteresuję się żadną inną dziewczyną poza tobą. - Westchnął rozbawiony - Nie bez powodu nosisz ten pierścionek na palcu, prawda?
- Ja... Ja wiem, ale... One wszystkie tak na ciebie patrzą. To irytujące. - Westchnęłam, przecierając dłonią czoło
- Kochanie, to samo jest z tobą. - Spojrzał na mnie, chwytając moją dłoń - Nawet kiedy siedzisz w samochodzie, dosłownie rozbierają cię wzrokiem. A dobrze wiesz, że ja tego wręcz nienawidzę. - Zmarszczył czoło, wyglądając przez okno po mojej stronie.
- Harry, nie patrz na nich, cokolwiek robią. - Zaśmiałam się, nachylając nad nim i delikatnie całując
- Kocham cię. - Szepnął, uśmiechając się szeroko, następnie ponawiając pocałunek, tym razem pewniej i bardziej zdecydowanie.

|DA| 

- Mel, usiądź chociażby na chwilę. - Starała się mnie uspokoić, jednak na nic się to nie zdało. Chodziłam w tę i z powrotem, czekając aż w końcu minie ta cholerna trzecia minuta.
Obydwie, w tym samym czasie spojrzałyśmy na telefon, który dał znak, że nastąpił najwyższy czas aby zmierzyć się z rzeczywistością.
- Gemma, ja nie mogę być w ciąży. - Oznajmiłam, tępo wpatrując się w komórkę - Przecież Harry mnie zabije.
Nie czekając na jej odpowiedź ruszyłam szybkim krokiem do łazienki, gdzie leżały dwa testy.
Podeszłam do nich z zamkniętymi oczami, otwierając je niepewnie i ostrożnie dopiero przy umywalkach.
Dwie kreski.
Usiadłam na ramie wanny, chowając twarz w dłoniach, tym samym starając się oddychać głęboko, aby się uspokoić.
- Ja nawet nie wiem kiedy. - Oznajmiłam gdy dziewczyna klęknęła przede mną, chwytając moje dłonie - Nawet nie wiem jak. Przecież on zawsze uważał.
- Może po prostu raz coś nawaliło? Nie wiem. - Zmarszczyła czoło, zastanawiając się nad możliwościami, na co momentalnie zaczęłam kojarzyć wszystkie fakty.
-  Cholera. - Jęknęłam, przecierając dłonią czoło - Dwa razy. Nie zabezpieczył się dwa razy. Boże, przecież on mnie znienawidzi.
- Hej, nawet nie waż się tak mówić, jasne? Przecież to nie twoja wina.
- Gemma, mu teraz nie jest potrzebne dziecko. - Wypuściłam drżący oddech, starając się powstrzymać łzy - Ja chyba powinnam wrócić do domu.
- Przecież właśnie tu jesteśmy. - Zmarszczyła czoło, nie rozumiejąc co mam na myśli
- Do domu w Anglii.
- O nie! Nie, nie, nie! Nie waż się nawet myśleć o tak chorym pomyśle! Coś ty się filmów za dużo naoglądała, czy jak?! Jedyne miejsce do którego pojedziesz to basen. I jedziemy tam już. Po drodze coś wymyślimy. Obiecuję ci to. - Uśmiechnęła się, następnie mocno mnie przytulając - A teraz mówiąc o pozytywnych stronach, których jest stanowczo więcej niż tych negatywnych, strasznie się cieszę, że będę ciocią. - Zapiszczała radośnie, na co mimowolnie się zaśmiałam
- Dobra, zbieramy się. Muszę chociażby na sekundę odciąć się od tego wszystkiego.
- Mel, jesteście jeszcze?! - usłyszałam głos chłopaka, na którego dźwięk automatycznie pobladłam ze strachu
- Gemma, zagadaj go jakoś. - Wypchnęłam ją pośpiesznie z łazienki, zamykając drzwi i chowając wszelkie ślady po testach do torby, którą przygotowałam na basen.
Stanęłam jeszcze przed lustrem, upewniając się czy nie wyglądam jak śmierć, po czym wstrzymując oddech nacisnęłam klamkę, stając twarzą w twarz z Harrym.
- Nie miałeś być w pracy?
- Zapomniałem telefonu i musiałem się wrócić. - Oznajmił, chowając komórkę do kieszeni - Wszystko w porządku?
- Tak. Dlaczego miałoby być źle?
- Jesteś jakaś blada. I nieswoja.
- Wydaje ci się. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. - Zapewniłam go z uśmiechem
- Na pewno? Czujesz się już dobrze?
Na jego słowa tylko przytaknęłam, na co kąciki ust chłopaka powędrowały ku górze.
Stanęłam na palcach, całując go w policzek i mocno przytulając na pożegnanie, następnie ubierając pośpiesznie tenisówki i ruszając na korytarz, gdzie czekała na mnie Gemma.
- Niewiele brakowało. - Westchnęłam, wchodząc do windy - Jak ja to mu powiem?
- Mel, nie możesz się bać własnego dziecka. Obiecuję, że pomogę ci ze wszystkim najlepiej jak tylko mogę.
- Dziękuję, Gem. Dziękuję.

|DA|

- Naprawdę świetnie mi się z tobą gada. - Powtórzył już po raz tysięczny dzisiejszego popołudnia.
Gdzie do cholery jest Gemma?! Miała pójść do toalety tylko na pięć minut, a mija już dwadzieścia.
- A wy z tym fotografem to tak naprawdę? Czy może raczej dla rozgłosu? - Zapytał, patrząc wymownie na mój dekolt, co tylko jeszcze bardziej mnie zirytowało
- Naprawdę. Żadne z nas nie potrzebuje większego rozgłosu niż ma. Zaufaj mi.
- Wiesz, ludzie robią różne rzeczy. - Zaśmiał się, uważnie przyglądając mojej twarzy - A wy już razem ponad rok, a o żadnych poważniejszych planach nie słychać.
- To chyba raczej prywatne sprawy, prawda?
- Ostra laska z ciebie. - Uśmiechnął się, przygryzając dolną wargę, na co już nie wytrzymałam.
Odwróciłam się na pięcie i chciałam odejść, jednak on zwinnie złapał mój nadgarstek i odkręcił z powrotem do siebie. Zanim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, odciągnął go ode mnie o pół głowy wyższy od niego chłopak, który zjawił się dosłownie znikąd.
Którego definitywnie nie powinno tutaj być.
- Nie nazwiesz jej już nigdy więcej laską, nie spojrzysz chociażby na paznokieć, ani nie dotkniesz. Rozumiesz to? - Wysyczał, patrząc na niego z wściekłością - Inaczej porozmawiamy inaczej. Zdecydowanie inaczej. - Dokończył, następnie go puszczając i chwytając moją dłoń, ruszając szybkim krokiem do szatni.
Był zły. I to cholernie. Tylko się nie wygadaj, Mel. Nie teraz.
Z powrotem do życia przywołał mnie dopiero strumień ciepłej wody, pod którym obydwoje aktualnie staliśmy.
Harry delikatnie masował moje ramiona, tym samym namydlają je i za razem rozluźniając.
Po pięciu minutach szum wody ucichł, przez co byłam w stanie usłyszeć jego równomierny oddech, który w tym momencie oplatał szczelnie moją szyję.
Czułam jak napięcie między nami wzrasta z sekundy na sekundę, a strach we mnie wspina sie coraz wyżej po szczebelkach. Zrobiłam krok w przód, jednak Harry skutecznie mnie zatrzymał, obejmują mocno ramieniem w pasie, następnie nachylając się nad moim uchem.
- Ja wiem...

-----------------------------------------
Skoro jestem już po egzaminach i bierzmowaniu, postaram się publikować rozdziały zgodnie z ostatnią umową.
Środa oraz Sobota.
Jednak wiele też zależy od was. Nowy rozdział pojawi się tylko wtedy, kiedy zobaczę, że mam go dla kogo wstawić (sądząc po statystykach, nie powinno być to dla was trudne x)

Co do rozdziału, przepraszam że taki chaotyczny, ale starałam się to opisywać emocjami ciężarnej (CO?! :O), dlatego też może się go czytać trochę niekomfortowo :/
+ to, że w opowiadaniu pojawia się ciąża, nie znaczy że będzie się ciągnęło jak Moda Na Sukces. 
Obiecuję, że nie zrobię z DA nudnego (no dobra, nie przesadzajmy :o) tasiemca. Z resztą jak wiecie, już nie wiele przed rozdziałów zostało przed nami, so calm down.

HASHTAGUJEMY NA TT! :) #DarkAngelHS

A teraz informacja dla wszystkich, którzy jeszcze nie wiedzą, a tego istnie pragną.
To
jest Troye Sivan, który po szalonej nocy w LA będzie miał dziecko :O
Hehehe, just kidding ^^
Jest gejem :D

Zaległe dodatki:

Bieżące dodatki:

Przypominam również o shocie z Larrym oraz nadal otwartych promptach.

  1. Tumblr główny
  2. Tumblr z opowiadaniami
  3. Twitter packi i nagłówki
  4. Twitter

B.Y.E
G.U.Y.S
x.